Wydanie bieżące

15 marca 6 (342) / 2018

Magdalena Piotrowska-Grot,

BYĆ ALBO NIE BYĆ STRUKTURALISTĄ ('LITERATURA I LITERACKOŚĆ (WEDŁUG) EDWARDA BALCERZANA', 'NIKT SIĘ NIE RODZI STRUKTURALISTĄ')

A A A
Ad fontes (strukturalizmu)

Zacząć należy od wyjaśnienia kwestii fundamentalnych, niejako porządkujących poniższe rozważania. Omówienie książki jubileuszowej już na wstępie nastręcza recenzentowi wielu wątpliwości. Najistotniejsza jest oczywiście zawartość i wartość merytoryczna tomu. Za ową publikacją zawsze jawi się jednak postać Jubilata – osoby inspirującej inicjatywę wydawniczą, zwykle stanowiącej wzorzec dla osób, których teksty zostały pomieszczone w książce. Decydujemy się więc na podwojenie gestu – przyglądając się poszczególnym tekstom, dokonujemy także rewizji osiągnięć, dorobku, idei, jakie przyświecały osobie, której dana publikacja została poświęcona.

W przypadku niniejszego tekstu sytuacja stanie się jeszcze bardziej złożona. Wydaniu książki „Literatura i literackość (według) Edwarda Balcerzana. Konteksty »niewszystkie«”, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Naukowego UAM, towarzyszyła książka „Nikt się nie rodzi strukturalistą. Twórczość literacka Edwarda Balcerzana” Beaty Małgorzaty Wolskiej z Uniwersytetu Szczecińskiego. „Ustawiam” tę zależność w taki sposób na potrzeby własnego odczytania obu prac. Trudno nie odnieść bowiem wrażenia, że studium Wolskiej stanowi uzupełniający komentarz, nie tylko do książki jubileuszowej, która stała się przedmiotem moich rozważań, ale także do wszystkich poprzednich, które dla swojego mentora, przyjaciela i współpracownika przygotowywali polscy badacze i literaci na przestrzeni lat (dwie pierwsze to „Przez znaki do człowieka” [1997] oraz „Od tematu do rematu. Przechadzki z Balcerzanem” [2007]).

Ostatnia istotna kwestia dotyczy drobnego, ale ważnego dopowiedzenia. Obie książki dotyczą nie tylko badacza i literata, ale także postaci budującej niejako podwaliny współczesnych polskich badań literackich i ich miejsca w strukturze uniwersyteckiej, należy więc pamiętać o zacierającej się w związku z tym granicy między instytucją a człowiekiem. Z pomocą przychodzi jednak literackość – kluczowa dla redaktorów (Joanny Grądziel-Wójcik i Tomasza Mizerkiewicza) oraz autorek i autorów kategoria.

Lejtmotyw

Możliwe, iż niezamierzoną, ale niezaprzeczalną myślą przewodnią poznańskiej książki staje się pojęcie wspólnoty. Wplecione w słowa wstępu, zdaje się ustawiać rozważania wszystkich kolejnych szkiców. Książka ta staje się bowiem także niejako zapisem historii i ewolucji wspólnoty „balcerzanocentrycznej”. Co ważne, redaktorzy decydują się na użycie właśnie tego słowa, unikając określenia szkoła – ta pozornie drobna zmiana wpływa od razu inaczej na postrzeganie relacji mistrza i ucznia(ów), eliminując skojarzenia z opresyjnością systemu, na rzecz równości i dehierarchizacji. Ten nieduży akapit wstępu wyraźnie ukierunkowuje zarówno nasz odbiór kolejnych tekstów, jak i rozwoju, kolejnych etapów kształtowania się, nie tylko poznańskiej, polonistyki.



Takiego uspójnienia dokonuje w swojej książce także Wolska. Tam jednak ów gest porządkowania immanentnej myśli dotyczy jednego autora, występującego w odmiennych rolach. Czy role te przeczą sobie, czy może się uzupełniają? Jak być pisarzem, kiedy badawczo pozostaje się (przez czas jakiś i, w przypadku Balcerzana, nie bez odstępstw w stronę hermeneutyki) strukturalistą? Jak radzić sobie z autobiografizmem? W początkowych rozważaniach Wolska stawia, dość moim zdaniem ryzykowną, tezę, iż literaci-strukturaliści stoją przed większym wyzwaniem niż pisarze, którzy nie są jednocześnie badaczami literatury czy reprezentują inne metodologie. Autorka zdaje się sugerować, że brakuje im odpowiedniego dystansu, co rodzi komplikacje na linii teoria–literatura, a sami twórcy w badaniach stają się artystami, w pisarstwie – badaczami. Czy faktycznie jednak jest im trudniej? Pisarzowi, badaczowi, który sporo czasu poświęcił strategiom czytelniczym i stylom odbioru, takie kreowanie tekstów, które skierowane będzie do modelowej grupy odbiorców, może przychodzić właśnie z większą świadomością i mniejszym trudem. Zwłaszcza że owe rozpoznania w dużej mierze pozostają aktualne, nawet jeżeli podstawy, na których się opierają, większość badaczy uzna dziś za archaiczne: Sądzę, że tylko w ograniczonym zakresie uda się pojednanie perspektyw: autora i czytelnika, i w jakimś procencie jedynie możliwe jest »uzgodnienie« historii twórczości z historią recepcji. Elementarna jednostka komunikacji literackiej, wyodrębniona dla potrzeb interesującej nas dziedziny badań, powinna łączyć w sobie dwa repertuary oczekiwań – pisarzy wobec publiczności i publiczności wobec pisarzy” (Balcerzan 1978: 3).

Należy zauważyć, że trudność zdaje się polegać na zupełnie innej zależności. Pisarze, którzy rozwijają się także jako badacze (czy profesjonalni czytelnicy), zawsze zdradzą się z owym rozwojem i reprezentowanym metodologicznym stanowiskiem w dziele literackim. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie może pozostawać to bez wpływu zarówno na obie dziedziny, jak i na odbiór czytelników. W związku z powyższym obie omawiane książki stają się poniekąd biografią intelektualną nie tylko badacza, ale i określonej zbiorowości. Książka Wolskiej analizuje na wielu płaszczyznach ewolucję polskiego strukturalizmu, zaś „Literatura i literackość” to jeszcze szersze studium historii rozwoju polskiej myśli literaturoznawczej, w ogóle niepoprzestające tylko na wyjściowych wzorcach. To w końcu, na marginesach rozważań, pozycje, które unaoczniają funkcjonowanie wybranych uniwersyteckich struktur, hierarchę naukową i jej celowość, ale także zmienność.

Początek i… (koniec?)

Teksty kolejnych badaczy i literatów, zamieszczone w książce jubileuszowej, ukazują Edwarda Balcerzana w pozycji kogoś, kto nie udzielał ani nie posiadał nigdy wszystkich odpowiedzi. Jawi się on jako inspirator do dalszych poszukiwań, swoisty naukowy punkt wyjścia. Co ważne, szkice Bogusława Żyłko, Agnieszki Kwiatkowskiej, Piotra Michałowskiego i wielu innych pokazują, iż każda teoria stanowi w pewnym sensie uogólnienie praktyki literackiej, której cechą jest przede wszystkim immanentna zmiana. Tym samym badacz nie pozostaje przez całe życie wierny jednej tylko, nierewidowanej, teorii, a pisarz przekształca swój styl.

Pomimo wielu różnych ścieżek, które wybierają wychowankowie czy współpracownicy Balcerzana, niezmiennie i nieustannie towarzyszą im dwa istotne pytania o strukturę i tkankę dzieła: „jak to jest zrobione?” i „gdzie leżą źródła tego zjawiska?”. Odpowiedzi są jednak formułowane niezwykle różnorodnie, nieprzewidywalnie wręcz – i na tym zdaje się polegać postęp dziedziny oraz badanego materiału.



W kontekście tych rozważań na uwagę zdecydowanie zasługuje fragment tekstu Tomasza Mizerkiewicza „Edwarda Balcerzana summy współczesne” (który w całości stanowi specyficzną charakterystykę procesu badawczego). W szkicu pada bardzo istotne pytanie, które wykracza wyraźnie poza problematykę literackości w dziele Balcerzana – czy filologia Balcerzana jest filologią wyzywająco niesylwiczną, czy archaiczną. Dzieło Balcerzana określa Mizerkiewicz mianem summy, stosuje więc określenie, którego współczesne badania humanistyczne wyraźnie unikają czy wręcz boją się stosować. „Sylwa jako biegunowo odmienna forma od summy proponuje radykalną różnorodność, brak radykalnych ograniczeń, jakichkolwiek silnych ram kompozycyjnych. Stanowi współcześnie dość wyraźny gest rezygnacji i niewiary w możliwość stworzenia wiarygodnej perspektywy ogólnej i sumarycznej” („Literatura i literackość...”, s. 174). Lęk przed całością, gestem domknięcia, uporządkowania, jest cechą inherentną współczesności, skazanej na ciągły ruch, dążenie ku nowości. W geście porządkującym, jak pisze Mizerkiewicz, nie jest jednak wykluczone zamieszczenie niespodzianki (takim niespodziewanym rozszerzeniem staje się choćby zakres badań prowadzonych przez Joannę Grądziel-Wójcik, Ingę Iwasiów czy Edytę Sołtys-Lewandowską), która stanie się przyczynkiem innowacji.

(Nie)literackość dzieła Balcerzana

W książce jubileuszowej słowo klucz stanowi literackość. W rozważaniach Wolskiej jej granice są wyraźnie przekraczane. Choć obie książki dążą do unaocznienia spójności i komplementarności kolejnych działań autora „Pochwały poezji”, to z racji formy, jaką stanowi monografia wieloautorska, książka pod redakcją Grądziel-Wójcik i Mizerkiewicza rozbija nam obraz dzieła Balcerzana na kilka odsłon i liczne reprezentacje jego warsztatu badawczego, pisarskiego. Niejednokrotnie omawiane książki balansują na granicy pomiędzy summą a sylwą i ocierają się o rozważania w duchu: „Refleksje nad pojedynczymi analogiami schematów kompozycji tekstowych, a także porównywanie zaprzyjaźnionych porządków komunikacyjnych (»literatura a muzyka«, »wypowiedź literacka a wypowiedź filozoficzna«) wspierają dążenie do wiedzy integrującej owe próby. Nie mogą jej jednak zastąpić. Rodzi się bowiem pokusa – powiedziałby Julian Przyboś – zamachu na Wszystkość” (Balcerzan 1999: 8). Ów zamach niejednokrotnie, pozornie chaotyczny, nieuzasadniony, prowadził do jednych z ciekawszych przełomów.

Zdecydowanie silniej ukonstytuowaną całość oferuje nam opracowanie dokonane przez badaczkę z Uniwersytetu Szczecińskiego. Co prawda sugeruje ona cztery tropy, którymi podążać można w rozważaniach o twórczości Edwarda Balcerzana (anegdotę, portret, pastisz, doświadczenie), spina je jednak wyraźną klamrą biografii (czy dokładniej autobiografizmu). Początkowo autorka zarysowuje nam tło, na którym rozwijać się będzie metodologia bohatera niniejszego omówienia, mianowicie przytacza różne rozważania na temat modernizmu. Ewidentnie na plan pierwszy wysuwają się te, które modernizm rozumieją szerzej niż nowoczesność (Włodzimierz Bolecki), czy zwracają uwagę na moment upłynnienia granicy pomiędzy sztuką elitarną a popularną (Ryszard Nycz). Przede wszystkim jednak istotny okazuje się gest pokazania badań literackich jako dziedziny, która reinterpretuje sama siebie, zapewniając w ten sposób ciągłość własnego rozwoju. Biografia staje się jednak dla autorki kluczowa, choć Wolska nie zamyka się w jednym tylko modelu postrzegania tej kategorii (dość ciekawe są fragmenty dotycząc „prozy maski” w twórczości Balcerzana). Mówi raczej o „biografii urzeczywistniającej się w akcie komunikacji bezpośredniej” (Wolska 2017: 45), podkreśla więc swoistą przygodność jej postrzegania. Za bohaterem rozważań zwraca uwagę na jej ponadgatunkowa jakość i dialog pisarza z publiką.

Autorka wpada tutaj jednak w pułapkę uogólnienia, starając się uwydatnić znaczenie owej konkretnej biografii (swoją drogą niezwykle ciekawej, determinowanej przez warunki społeczno-polityczne panujące w Polsce, środowisko), za każdym bowiem dziełem literackim i wyborami (pisarskimi, badawczymi) stoi człowiek, zaś sam Balcerzan do własnych doświadczeń zdaje się mieć właśnie wyraźny dystans, odnosząc się do nich jednoznacznie jedynie w wybranych przez siebie momentach i tekstach (choć oczywiście są to rozważania bardzo płynnej natury, wymagające osobnego, obszernego studium, tu zaś sprowadzone do koniecznych uproszczeń). Co istotne, zarówno autorzy jubileuszowych szkiców, jak i Beata Wolska odwołują się (bezpośrednio lub na marginesach) do kategorii doświadczenia, czyniąc literaturę i rozumienie literackości zdecydowanie mniej schematycznym, mniej anonimowym.

Summa(ry)

Obie książki, siłą rzeczy, w obliczu ważnego jubileuszu, podejrzewać można o całkowicie bezkrytyczne podejście wobec twórczości i działalności Balcerzana, jak bowiem wymagać obiektywizmu i dystansu od wychowanków czy wieloletnich współpracowników, przyjaciół? Na jeden aspekt należy zwrócić jednak szczególną uwagę – w trakcie lektury (bardziej w przypadku książki poznańskiej, ale momentami bardzo wyraźnie także w monografii Wolskiej) Balcerzan i reprezentowana przez niego „szkoła” stają się jedynie inspiracją wielu istotnych dla współczesnej humanistyki ustaleń; począwszy choćby od prześledzenia zmieniającego się pojęcia literackości. Strukturalizm staje się zaś specyficznym, szybko przeformułowanym fundamentem, koniecznym elementem procesu, który doprowadził nas do dzisiejszej metodologicznej otwartości wobec tekstu i autora. Parafrazując słowa samego Balcerzana – współczesność, także humanistyki, staje się tekstem bez granic (bez definitywnych zakończeń).

Obie książki, choć budzą kilka zastrzeżeń, drobnych posądzeń o stronniczość i brak krytycyzmu, stawiają przed nami ważne pytania. Prace te nie dotyczą jednej tylko metodologicznej ścieżki czy danej wspólnoty, ale zahaczają o kwestie dla obecnej humanistyki (stojącej w obliczu wyzwań i zmian) wyjątkowo istotne i pouczające. Przede wszystkim bardzo ciekawie jawi się fakt ich wzajemnych dopowiedzeń i uzupełnień, w obliczu których trudno uwierzyć w całkowitą przypadkowość zbliżonych dat publikacji. Oba tomy stanowią jednak przede wszystkim dowód wyrastania ze wspólnych, niezwykle solidnych, podstaw.

Choć zabrzmi to dość sentymentalnie, należy zaznaczyć, że pytanie o dzieło Balcerzana staje się pytaniem o współczesny status badań literackich. Przykład badaczy kontynuujących pozornie zamknięte rozważania udowadnia, że wszelkie literaturoznawcze i literackie lęki są nieuzasadnione, wspólnotowość nie jest równoważna z regresem, kontynuowanie zasad „szkoły”, z jakiej wyrasta dany badacz, nie musi zamykać się w nakreślonych wstępnie ramach, zaś koniec pewnych tendencji nieprzerwanie staje się początkiem nowych. Nikt nie rodzi się strukturalistą – ale też warto zwrócić uwagę, jak wiele nowych tendencji zawdzięcza swój początek właśnie tej formacji.

LITERATURA:

Balcerzan E.: „Przez znaki. Granice autonomii sztuki poetyckiej. Na materiale polskiej poezji współczesnej”. Poznań 1972.

Balcerzan E.: „Strategie i czytelnicy”. „Teksty” 1978, nr 1.

Balcerzan E.: „W stronę genologii multimedialnej”. „Teksty Drugie” 1999 nr 6.
„Literatura i literackość (według) Edwarda Balcerzana. Konteksty »niewszystkie«”. Red. Joanna Grądziel-Wójcik, Tomasz Mizerkiewicz. Wydawnictwo Naukowe UAM. Poznań 2017.

Beata Małgorzata Wolska: „Nikt się nie rodzi strukturalistą. Twórczość literacka Edwarda Balcerzana”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2017 [seria: Modernizm w Polsce].