Wydanie bieżące

15 marca 6 (342) / 2018

Kamila Czaja,

POGWAŁCONE PRAWO (JON KRAKAUER: 'MISSOULA')

A A A
Książka Jona Krakauera sprawia wrażenie, jakby celowo wpisywać się miała w temat „na czasie”, jednak warto pamiętać, że w oryginale ukazała się w 2015 roku. Polskie wydanie wkracza więc w krajobraz po akcji #MeToo, ale parę lat temu autor prezentował swój reportaż w innej sytuacji. To chyba dobrze, że dostajemy tę lekturę po polsku właśnie teraz, bo może na fali dyskusji poświęconych molestowaniu seksualnemu więcej osób po tę publikację sięgnie. Z korzyścią własną, a może nawet społeczną, chociaż książka Krakauera nie jest pozbawiona kilku mankamentów.

Amerykański koszmar

Trzeba docenić wysiłek włożony w pracę nad tym reportażem. Autor w słowie wstępnym solidnie rozlicza się z „przerobionym” materiałem. Tysiące stron protokołów i prac naukowych, godziny wywiadów z osobami zaangażowanymi w omawiane sprawy, liczne rozmowy z ekspertami. I na każdej stronie „Missouli” znaleźć można potwierdzenie zapoznania się z podjętym tematem, a poważne podejście do sprawy podkreśla jeszcze obfita bibliografia zamieszczona na końcu.

Tekst Krakauera balansuje między opowieściami o konkretnych ofiarach a statystykami i omawianiem stałych mechanizmów. Ta konstrukcja dobrze się sprawdza. Poruszające indywidualne studia przypadków dobrano tak, że nietrudno wyobrazić je sobie jako reprezentatywne dla całego zjawiska, którego strasznej skali reporter przekonująco dowodzi.

Jeśli ktoś liczy na uniwersalną opowieść o gwałcie, motywacjach sprawców i skutkach dla ofiar, to powinien jednak z góry wziąć pod uwagę, że „Missoula” jest bardzo silnie wpisana w amerykański kontekst. Pewne mechanizmy okazują się niezależne od lokalizacji, ale już sposób potraktowania uczestników wydarzeń mocno wchodzi w relację z daną kulturą oraz systemem prawnym. Amerykańskie, nieco trudne do pojęcia dla polskiego czytelnika, jest choćby społeczne „przyzwolenie na więcej” licealnym i uniwersyteckim sportowcom. Autor „Missouli” dobrze jednak objaśnia, skąd się to zjawisko bierze i jakie ma konsekwencje. Dzięki skupieniu uwagi na gwałcie w konkretnych realiach książka jest spójna i wnikliwa. Warto zauważyć, że nawet tytułowe miasteczko w Montanie, które poprzez nagłośnienie sprawy stało się symbolem gwałtów dokonywanych na kampusie, okazuje się w jakiś sposób specyficzne: „Missoula ma swoją unikatową kulturę, będącą połączeniem traperskich tradycji Dzikiego Zachodu i liberalnej atmosfery uczelni wyższej” (s. 19) – Krakauer dość ostrożnie przenosi więc płynące z analizy tego przypadku wnioski na cały kraj. Ma jednak statystyki, które pozwalają mu na przedstawienie twardych (i przerażających) danych na temat USA: „(…) jeśli w Stanach Zjednoczonych ktoś zgwałci drugą osobę, to ma ponad dziewięćdziesiąt procent szans na to, że ujdzie mu to na sucho” (s. 140-141).

Przed prawem”, poza prawem

Amerykański jest także kontekst prawny, a jego niuanse mogą budzić zdziwienie u czytelników z krajów, w których obowiązuje inny kodeks. Reporter tłumaczy na przykład: „Ten, kto z chaotycznych strzępów informacji zmontuje najbardziej przekonującą narrację, innymi słowy, kto opowie najlepszą historię, prawdopodobnie zdoła przekonać ławę przysięgłych” (s. 276) i pokazuje konsekwencje takiego postępowania (sądowego). Równocześnie jednak w opowieści Krakauera, który obok sprawców bardzo ostro piętnuje nieudolną lub stawiającą na statystyki prokuraturę oraz pozbawionych skrupułów prawników, pobrzmiewają sygnały i takich mechanizmów, które nietrudno dostrzec poza Stanami Zjednoczonymi. Różnią się szczegóły, ale zasada wydaje się podobna i sam autor w tytule jednej części reportażu ilustruje ją (szkoda, że nieoznaczonym cudzysłowem, nieodnotowanym w przypisie ani bibliografii) cytatem z Franza Kafki: „Przed prawem stoi strażnik”.

Przykładem znajomych mechanizmów jest trudność walki z nieprawdziwą informacją – nie tylko w przypadku fałszywych zeznań, ale i analiz naukowych. Autor zauważa: „Pomimo zdyskredytowania badań Kanina i McDowella nadal są one cytowane na wielu stronach internetowych, których celem jest wykazanie, że społeczeństwo amerykańskie cierpi z powodu epidemii fałszywych oskarżeń o gwałt, zgłaszanych przez złośliwe kobiety, w wyniku czego wiele tysięcy niewinnych mężczyzn zostaje bezprawnie skazanych” (s. 134). Na tym tle trudno przebić się ekspertom z rzetelnymi wynikami badań. A jeśli już mają oni okazję przedstawić swoje wnioski, to bardzo łatwo przekonać opinię społeczną, by je zignorowała. Mocno działa na wyobraźnię przykład z procesu, kiedy psycholog kliniczny David Lisak zeznaje niezgodnie z celami obrońców, więc ci dyskredytują go najprostszą metodą – odwołując się do przekonania „ludu”, że on sam wie lepiej. „To jest właśnie zdrowy rozsądek, a nie jakieś pseudoeksperckie prawdy z Bostonu” – tłumaczy swój punkt widzenia adwokat sprawcy.

Dla samych szczegółowych relacji z procesów warto sięgnąć po „Missoulę”, bo prezentacja mechanizmów decydujących o wyroku bądź ułaskawieniu robi ogromne wrażenie. Do tego można dodać, choć odnotowany raczej na marginesie, efekt, jaki na sprawy wywierają media – czasem pozytywny (nagłośnienie wydarzeń zmuszające prokuraturę do podjęcia działań), czasem wręcz przeciwnie (stygmatyzacja ofiar czy uczynienie z Missouli „amerykańskiej stolicy gwałtu”, chociaż „odnotowała nieco niższy odsetek występowania przemocy seksualnej od średniej krajowej” [s. 398]). Do traumy ofiar dokładają się też internetowi komentatorzy oraz lokalna społeczność, skłonna do usprawiedliwiania przestępstw popełnianych przez ważnych dla drużyny sportowców.

Kwestia stylu

Płynące z lektury odkrycia są przygnębiające i potrzebne (czy wręcz przygnębiająco potrzebne), a przez większość czasu „Missoulę” czyta się płynnie. Opowiadane historie angażują. Rzetelne przytaczanie licznych źródeł dostarcza ważnych informacji. Chwilami jednak styl pisarski Krakauera nie jest w stanie sprostać tematowi. Reporter ma manierę zbyt dokładnego opisywania wyglądu postaci, a nawet skupiania się na pogodzie w dniu wydarzeń. Zamiast pozytywnie wpływać na dokładniejsze wyobrażenie sobie przez odbiorcę sytuacji, te schematyczne fragmenty drażnią.

Słowa Krakauera czasami po prostu zawodzą. Tragedii ofiar trudno oddać sprawiedliwość w drobiazgowym, ale chwilami mało wyrafinowanym sposobie relacjonowania. Bywa, że zapisanie dramatycznych scen w takiej formie sprawia, że przypominają fragmenty telenoweli: „Allison stanęła przed ojcem i drżącym głosem oświadczyła: – Beau mnie zgwałcił” (s. 16). To na szczęście mankament głównie początkowych partii książki. Później jest lepiej, zwłaszcza gdy autor z większym natężeniem korzysta ze źródeł w rodzaju sądowych stenogramów.

Nie wszystko to jednak wina autora. Nienaturalność niektórych sformułowań i dialogów wynika częściowo z polskiego tłumaczenia Stanisława Tekielego. Podkreśla to też jedna z wcześniejszych recenzentek, Maria Kobielska (zob. Kobielska 2018), a do jej uwag warto dodać klika kolejnych. Złe brzmienie niektórych zdań stanowi efekt nadmiaru zaimków osobowych – niezbędnych po angielsku, a po polsku brzmiących sztucznie. Ale gorsze są inne pomysły. Przełożenie „date rape” na „gwałt towarzyski” wydaje się niezbyt trafione, polskie określenie brzmi bowiem dość trywialnie. Chwilami z wciągającej lektury wytrącają zaskakujące frazy, które okazują się dosłownym tłumaczeniem potocznych zwrotów (na przykład „przywodzą na myśl rodeo na kozie” [s. 401] – w oryginale „goat rodeo”, czyli, według slangowego wyrażenia, chaotyczna sytuacja). A najgorzej jest, kiedy Tekieli w niezamierzony sposób bawi odbiorcę niewesołej wszak książki. Czytamy więc: „Większość kobiet zetknęła się w swoim życiu z ludźmi pokroju Calvina Smitha. Mężczyznami, których pewność co do rzekomo udzielonego im przywileju czyni głuchymi na słowa typu: »Nie, dziękuję«, »Nie jestem zainteresowana«, czy nawet: »Spierdalaj, mendo jedna!«” (s. 120) (w oryginale końcówka brzmi: „Fuck off, creep”). Albo dostajemy wypowiedź Lisaka przełożoną na: „Ofiary gwałtu towarzyskiego są często mocno skonfundowane tym, co się stało” (s. 301) – w oryginale „confused”, które można by przełożyć na przykład jako „zdezorientowane” (lub jakkolwiek inaczej, tylko po prostu bez budzenia skojarzeń z „Trylogią” Sienkiewicza).

Zajmuję się tym tak szeroko, bo naprawdę trudno całkowicie zignorować brak wyczucia językowego autora i/lub tłumacza. Zwłaszcza w książce, która trochę inaczej napisana i/lub przełożona miałaby szansę porażać całkowicie. A tak nie zawodzi treścią, ale w warstwie stylistycznej chwilami wzbudza irytację.

Prawo głosu

Jakkolwiek rzadko jestem tego zdania, tak w przypadku „Missouli” uważam, że wskazane braki formalne nie zmniejszają konieczności sięgnięcia po tę książkę. Treść przekonującej reporterskiej publikacji o gwałtach zdecydowanie przerasta te językowe niezręczności.

Krakauer cytuje pracę Judith Lewis Herman „Trauma and Recovery”: „Po każdej zbrodni można usłyszeć te same zapewnienia: to się nigdy nie stało, ofiara kłamie, ofiara przesadza, ofiara sprowadziła to sama na siebie, a zresztą tak czy inaczej czas już zapomnieć o przeszłości i iść przed siebie” (s. 229) – i na przykładach konkretnych ofiar i sprawców pokazuje, że takie właśnie mechanizmu działają. Przytacza słowa prokurator Suzy Boylan: „Gwałt (…) jest jedyną zbrodnią, w której wypadku zakładamy z góry, że ofiara kłamie. Jeśli ktoś zostaje napadnięty na ulicy, czy jesteśmy sceptycznie nastawieni do jego zeznań (…) dlatego, że nie było żadnych świadków?” (s. 344) – i statystyką oraz indywidualnymi procesami dowodzi, że to trafna, chociaż tak straszna diagnoza. Podobnie jak wypowiedź Joanne Fargo, ławniczki w jednej ze spraw: „Nadal dominuje tradycyjne pojęcie gwałtu. Zgodnie z nim do gwałtu dochodzi tylko wtedy, gdy po pierwsze, napastnik wyskakuje z krzaków, a po drugie, kobieta walczy z nim do upadłego, na śmierć i życie” (s. 359).

Wbrew wspomnianej „amerykańskości” książki nie jest to hollywoodzka opowieść o zwycięstwie dobra nad złem. Źli często wygrywają, a czasem jeszcze dostają awans. Nawet najmniejszy sukces ofiar w każdej chwili może zostać zakwestionowany, a zawsze jest okupiony dodatkową, wynikająca z trudnej walki o sprawiedliwość traumą na resztę życia. Jednak Krakauer nie poprzestaje na bolesnych diagnozach i bezwzględnych statystykach.

Reporter widzi sens mówienia o tym, co się stało: „Gwałciciele liczą na milczenia ofiar, bo pozwala im ono uniknąć odpowiedzialności. Opowiadając swoją historię i przerywając milczenie, ofiary zadają sprawcom potężny cios” (s. 408). Daje więc swoim rozmówczyniom szansę przedstawienia tego, co się stało, walczy dla nich o jakąś sprawiedliwość tam, gdzie prawo nieraz zawodzi. I relacjonuje procedury naprawcze wprowadzane na uniwersytecie, w policji i w prokuraturze w Missouli po serii gwałtów. Pokazuje, że warto naciskać w kwestii systemowych zmian, bo realnie wpływają one na wykrywalność spraw oraz dalsze życie ofiar.

„Missoula” robi wrażenie, ale – poza kilkoma fragmentami – nie jest nastawiona na proste wstrząsy i wzruszenia. To książka, która przy okazji opowiedzenia kilku indywidualnych historii skutecznie edukuje w temacie, o którym wiemy za mało, bo poprzestajemy na, obalanych przez Krakauera krok po kroku, wygodnych stereotypach. Autorowi, nawet jeśli nie jest najsprawniejszym stylistą świata, należy się ogromny szacunek. Choćby za to, co skłoniło go do napisania tego reportażu: „Moja niewiedza była niewybaczalna i to mnie zawstydziło” (s. 407). W czasach, które coraz rzadziej wstydzą się niewiedzy (wszak wystarczy „zdrowy rozsądek”), to motywacja nie do przecenienia. Tak jak – mimo kilku braków – jej książkowy efekt.

LITERATURA:

Kobielska M.: „Prawda wymaga wyjaśnień (»Missoula«)”. http://popmoderna.pl/prawda-wymaga-wyjasnien-missoula.

Krakauer J.: „Missoula: Rape and the Justice System in a College Town”. New York 2015.
Jon Krakauer: „Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim”. Przeł. Stanisław Tekieli. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2018 [seria: Amerykańska].