Wydanie bieżące

15 maja 10 (346) / 2018

Magdalena Piotrowska-Grot,

WON'T YOU TAKE ME TO... FUNKY TOWN (KATARZYNA SZALEWSKA: 'URBANALIA - MIASTO I JEGO TEKSTY')

A A A
Kiedy rozpoczynałam lekturę książki Katarzyny Szalewskiej „Urbanalia – miasto i jego teksty”, zastanawiałam się, czy przypadkiem o mieście nie napisano już wszystkiego, czy ta publikacja może mnie w jakikolwiek sposób zaskoczyć. W tym powątpiewaniu utwierdził mnie jeszcze szybki rzut oka na jedną tylko z półek domowej biblioteczki: Walter Benjamin, Julian Tuwim, Stanisław Barańczak, Miron Białoszewski, Czesław Miłosz, Filip Springer, Marcin Wicha, Paweł Sołtys czy w końcu Michał Głowiński – wszyscy ci autorzy swoim pisarstwem zakorzenieni są w przestrzeni miejskiej, nierozerwalnie z nią spajający swoją wyobraźnię. Zbiór to dość eklektyczny (czasowo, gatunkowo, ideowo), ale jego elementy bardzo wyraźnie łączy temat – przestrzeń miasta, jego dźwięki, w końcu miejsce człowieka w różnych uliczkach światowych metropolii. Oczywiście zmieniające się realia polityczno-społeczno-urbanistyczne generują wyraźne różnice, ale zmianie ulega tylko pewien kontekst, problemy na przestrzeni lat pozostają zasadniczo dość analogiczne. Już w początkowej fazie lektury narzucają się kolejne pytania: czy można o tekstach miasta (szeroko pojętych, różnie w tej przestrzeni osadzonych) powiedzieć coś nowego, sformułować nowatorskie wnioski? Przede wszystkim zaś – czy udaje się to autorce omawianej książki?

Dzielnice

„Po Miasteczku krążą nie tylko jego mieszkańcy, nie tylko przyjezdni (…), po jego ulicach wędruje nie tylko rozbite lustro (…), po naszych małomiasteczkowych szlakach przemieszczają się także różnego rodzaju opowieści, famy legendy, historie i historyjki; korzystają z różnych sposobów poruszania się…” (Głowiński 2006: 13). Choć fragment książki „Kładka nad czasem. Obrazki z Miasteczka” dotyczy niewielkiej miejscowości, to idealnie odzwierciedla dominujący w analizach Szalewskiej gest śledzenia miejskich opowieści. W „Urbanaliach” pojawiają się bowiem historie bardzo różne – poezje i prozy Białoszewskiego i jego widzenie Warszawy, filmowy Nowy Jork Woody’ego Allena, small-town-horror Stephena Kinga czy polska wersja tej koncepcji z kryminałów Michała Witkowskiego. Wszystkie te opowieści składają się według autorki na kulturowy obraz miasta, który determinuje nasze funkcjonowanie w przestrzeni. Chciałoby się wręcz stwierdzić, że człowiek ma nie takie miasto, w jakim faktycznie przyszło mu żyć, ale takie, jakie sobie wyczytał. Jakie lektury – takie przestrzenie. Miejskość staje się w tych opowieściach fantazmatem, zaprojektowanym przede wszystkim retorycznie, architektura zaś znajduje się w tle owego procesu „(od)tworzenia” współczesnego miasta w licznych narracjach, anegdotach, legendach, mityzacjach.

Długo poszukiwałam klucza wyboru materiału badawczego. Nie jestem jednak w stanie wyjść poza ramy pierwszego wrażenia. Jest ono (niestety) takie, iż mamy do czynienia z przejawem, jak nazwałby to zjawisko Umberto Eco – „szaleństwa katalogowania”. Konwicki i Baudelaire, Herbert i Huelle, Szymborska, Tulli, Szpilman, Tukidydes, Wierzyński, Woolf… To oczywiście katalog bardzo bogaty, a nawet w tej różnorodności nie wyczerpuje on tematu i wszelkich form literackiej reprezentacji miejskiej przestrzeni, jednak skomponowany został wyraźnie w oparciu o przypadek. Nie upominam się absolutnie o zawężenie czy jakiś porządkujący, metafizyczny schemat. Jednak w trakcie lektury odnosi się wrażenie, iż teksty zostały (trzeba przyznać, że bardzo sprawnie) wpisane do skonceptualizowanego wcześniej szkieletu teoretycznego i wpasowane tam nieco interpretacyjną przemocą. Cały zamysł książki jest bowiem tak skomponowany, iż właściwie gdyby teksty literackie służące w danych podrozdziałach za przykłady wymienić na inne, raczej nie zaszkodziłoby to całości. Z jednej strony, może jest to oznaka bardzo dokładnie przeprowadzonych badań i selekcji właśnie, z drugiej, czytelnik nie oprze się wrażeniu, że wszystkie te, bardzo zróżnicowane, cegiełki tekstów zbyt perfekcyjnie pasują do całościowej budowli. Kolejne analizy są przeprowadzone niezwykle sprawnie, zostały rozpisane tak, by stworzyć patchworkową strukturę całej książki, kolejne elementy połączono zaś przy pomocy teoretycznej siatki kontekstów językoznawczych, kulturoznawczych, filmoznawczych, literaturoznawczych i socjologicznych, tworząc zamkniętą i dość hermetyczną całość.

Arterie

W „Ulicy jednokierunkowej” Walter Benjamin pisał: „Co się »rozwiązuje«? Czy pytania stawiane w ciągu życia nie pozostają jak korony drzew zasłaniające nam widok? Prawie nie myślimy o tym, by je wykarczować lub tylko przerzedzić. Kroczymy dalej, zostawiamy je za sobą, a z oddali można je wprawdzie dostrzec, ale niewyraźnie, jako cienie i tym bardziej zagadkowo posplatane” (Benjamin 2011: 39). Owa otwartość na swoisty dialog, kontynuacje, do których zwykle skłaniają czytelnika rozprawy naukowe, to jedna z ich największych zalet. Wartościowe badania generują kolejne, także takie, które stanowią wobec nich polemikę. Ostatnie zdanie poprzedniej części nie stanowi pomyłki. Okazuje się, że można tak przeprowadzić wywód, by uruchamiając całą skomplikowaną siatkę różnorodnych pojęć i narzędzi, jednocześnie podomykać kolejne wątki tak, by czytelnik nie bardzo był w stanie samodzielnie kontynuować myśl autorki. To oczywiście zdradza ogromną sprawność językową Szalewskiej, ale też sprawia, że jej studium staje się bardziej swego rodzaju fabularną opowieścią niż publikacją naukową. Muszę przyznać, że ta metoda jednocześnie rodzi we mnie czytelniczy bunt, jak i podziw. Oczywiście omawiana monografia nie wyczerpuje tematu, ale też nie wywołuje właściwie chęci dalszych poszukiwań, dopowiedzeń, sporów.

Przyjrzyjmy się jednak dokładniej temu, jak książka została napisana, zanim sformułuję dalszą część tej opinii. W perspektywę obserwacji miasta reprezentowanego w różnych dziełach sztuki wprowadza nas obszerny teoretyczny wstęp. Myśli w nim zawarte zdecydowanie można było zsyntetyzować, wówczas jednak zagubiłby się ogromny wysiłek, który autorka włożyła w przygotowanie dla nas tego metodologicznego gruntu, jaki stanowi wyraźne zaprzeczenie tezy, wedle której miałby w humanistyce nastąpić jakikolwiek zmierzch teorii. Autorka „Urbanaliów” z łatwością przywołuje nazwiska wielkich klasyków teorii literatury, czy szerzej: zjawisk kulturowych – Michaiła Bachtina, Tzvetana Todorova, Władysława Panasa, Stanisława Balbusa – zderza je z najnowszymi teoriami dotyczącymi choćby ponowoczesnego miasta, poddaje niejako swoistemu liftingowi, odsłaniając celowość ich zastosowania, oryginalność i uniwersalność niejednokrotnie zapomnianych metod. Zdradza nam, jak rozumie status ontologiczny miasta i jak nieimmanentnym jest ono zjawiskiem, kiedy obraz ten przetworzony zostaje przez dzieło sztuki. W końcu rozpisuje koncepcję genologiczną.

Książka bowiem dotyczy nie gałęzi sztuki czy gatunków, które najczęściej wykorzystują obraz miasta lub w mieście powstają; jak definiuje urbanalia Szalewska, są to „teksty związane z doświadczeniem miejskości tematycznie i formalnie, w tym sensie, że stanowią efekt poszukiwań tekstowych form ekwiwalencji doświadczenia bycia w przestrzeni miejskiej, z właściwymi mu odczuciami zmysłowymi (…) oraz odczuciem ruchu, przemierzania miasta w sensie de Certeauwskiej praktyki przestrzennej” (s. 17). Jako przykłady pojawiają się tutaj oczywiście pasaże, ale także Białoszewskiego szumy, zlepy, ciągi czy urban legend w realizacji Joanny Bator (Wałbrzych w „Ciemno, prawie noc”). Same analizy nie stanowią przełomowego odkrycia i nie czytamy o tym po raz pierwszy (warto wspomnieć choćby o serii wydawnictwa Universitas dotyczącej nowego regionalizmu, książce Joanny Grądziel-Wójcik „Zmysł formy” czy absolutnie podstawowych dla studiów miejskich pracach badawczych Elżbiety Rybickiej), nowatorska jest jedynie klamra spinająca te zjawiska pod jedną, sprowadzoną do genologii, banderą.

Wielość sposobów kreowania miasta w dziełach sztuki, różnorodność wyliczonych przez autorkę urbanaliów jest niemalże przytłaczająca i zdecydowanie tłumaczy objętość omawianej publikacji. Jednak rozważania nie są ograniczone jedynie do genologii, która stanowi zaledwie fundament kolejnych analiz. Szalewska sprawnie omawia estetykę, język, kontekst historyczny i polityczno-społeczny omawianych dzieł, wyraźnie osadzając każde z nich w wielu istotnych kontekstach. Najciekawsze są jednak te fragmenty, w których autorka opisuje działanie pamięci zbiorowej i tego, jak tworzone są fantazmatyczne obrazy przestrzeni miejskiej, w jaki sposób rodzą się stereotypy, „miejskie mity” – wszystkie te aspekty, które pokazują, jak nieobiektywne są nasze procesy poznawcze: „Miast nawiedzonych przez duchy mamy w polskiej literaturze nadzwyczaj dużo, ale równie częstym zjawiskiem jest tekstualizowanie miasta w poetyce snu (…). Nie chodzi tu jednak wyłącznie o proste zastosowanie oniryzmu i ukazanie bycia-w-mieście jako śnienia (choć i takie ujęcia nie są wykluczone, lecz o psychoanalizę zbiorowości” (s. 218-219). Zależność człowieka od rozwoju kultury, jaką na marginesach swoich lektur ukazuje autorka książki (świetnie wykorzystując te aspekty, które przyciągną uwagę największej liczby czytelników – czyli zbrodnie, duchy, zjawy i niewyjaśnione zagadki), to zdecydowanie najcenniejsze merytorycznie i najlepiej opracowane podrozdziały: „Historia rodzimej imagologii przestrzennej wiąże się bowiem jednocześnie z romantycznymi konwencjami umiejscawiania dziwów z dala od urbanistycznych centrów i z późniejszym, dwudziestowiecznym powiązaniem tematyki regionalnej z ideologią” ( s. 236).

Pomiędzy

Filozoficzne zaplecze kolejnych rozważań książki nie pozostawia wątpliwości – autorka niezwykle dokładnie odrobiła „pracę domową”. Nawet jeżeli niektóre przemyślenia wydają się upraszczająco jednostronne (jak te dotyczące pustki), to zdecydowanie imponująco jawi się przegląd badawczych stanowisk, zbiór nazwisk, ale także próby nowatorskiego wykorzystania badań z zakresu różnych dziedzin humanistyki w innej, niż dotychczas znana, kombinatoryce. Wystarczy przyjrzeć się bibliografii, by zrozumieć, jak wiele energii wymagały przeprowadzone w „Urbanaliach” „studia miejskie”. Autorka nie zapomina o wprowadzeniu czytelnika w podstawy, wyraźnie ustala badawcze tezy, sprawnie wplatając je w wywód, dookreśla rozumienie poszczególnych pojęć jak tekst, przestrzeń, mapa, siatka i wiele, wiele innych. Owa wielość może zdawać się przytłaczająca, generuje braki w postaci omówień fragmentarycznych, ale jednocześnie trudno byłoby znaleźć w tej książce takie przestrzenie, w których wywód faktycznie się rwie czy pozostawia wrażenie niekompletnego. Owe braki można dostrzec po dogłębnej analizie, nie znajdziemy ich natomiast w samej spójności poszczególnych fragmentów. Wiele miejsca poświęca autorka performatyce – urbanalia to nie tylko myślenie o mieście, to także działanie w mieście (na miasto) przy pomocy różnych form artystycznego wyrazu. Uwagę przykuwają również akapity poświęcone kartografii psychosomatycznej, przestrzeniom naznaczonym, jak pisze autorka – „obarczonym winą”, czy blokowisku jako chronotopii niestabilnej. Szkoda tylko, że wśród ogromu poruszanych zagadnień te najbardziej nowatorskie mogą się zwyczajnie zagubić w gęstwinie pracy odtwórczej. Takie jednak prawo swoistego tłumaczenia się z wiedzy, siłą rzeczy obowiązuje w przypadku rozpraw naukowych i nikt z nas nie może (zapewne nie powinien) przed nim uciec.

Wśród wielu zalet omawianej książki wymienić należy nie tylko niezwykle przekonująco skonstruowany wywód, ale także wielość i różnorodność omawianych przykładów (choć budzi ona także pewne zastrzeżenia, które zaznaczałam powyżej). Autorka, poza tematem i sposobem przedstawienia miejskiej przestrzeni, nie postawiła sobie granicy dziedziny sztuki, metodologii, szeroko rozumie także pojęcie współczesności, dając nam okazję spojrzenia również na teksty z początku XX wieku (z pojedynczymi wycieczkami w wiek XIX) oraz z wieku XXI. Wyraźnie zarysowana już na wstępie siatka kontekstów i metodologicznej podstawy pozwala jednocześnie uniknąć w tym wywodzie chaosu.

W czasie lektury kolejnych części nie mogłam jednak oprzeć się wrażeniu, że o wszystkich poruszanych aspektach czytałam już w innych miejscach. Oczywiście perspektywa została nieco przeformułowana, ale książka nadal stanowi raczej syntezę przykładów i stanowisk z delikatnym innowacyjnym przesunięciem w stronę genologii. Oczywiście taka reintegracja treści, syntetyczna forma przedstawienia stanowisk i artystycznych reprezentacji tematu stanowi niemałą wartość, czytelnik ma prawo jednak oczekiwać nieco wyraźniej zarysowanej zmiany modelu lektury miasta i narracji, które wciąż powołują do życia nowe przestrzenie i ich mieszkańców. Owej nowości pozostaje po prostu pewien niedosyt.

LITERATURA:

Benjamin W.: „Ulica jednokierunkowa”. Przeł. B. Baran. Warszawa 2011.

Głowiński M.: „Kładka nad czasem. Obrazki z Miasteczka”. Kraków 2006.
Katarzyna Szalewska: „Urbanalia – miasto i jego teksty”. Słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2017.