OKIEM KRUKA (ROOK: EXODUS. CZĘŚĆ PIERWSZA: WALKA CZY LOT?)
A
A
A
Rok 2173. Exodus to terraformowana (dzięki działalności korporacji Lepszy-Świat) planeta zamieszkiwana przez potomków i potomkinie Ziemian, opuszczających onegdaj rodzimy glob targany naturalnymi katastrofami oraz dalekosiężnymi zmianami klimatycznymi. Wraz z ludźmi na Exodus przybywają także zwierzęta, których genetycznie zmodyfikowane populacje kontrolowane są przez Nadzorców: strażników przywdziewających totemiczne hełmy pozwalające na kontrolowanie zachowań konkretnych gatunków.
Pełniący obowiązki narratora Rook potrafi zatem wpływać na zachowanie gawronów, kruków i wron (wykorzystując ptaki do szukania części potrzebnych do napraw i odstraszania potencjalnego zagrożenia w postaci drapieżników); jego przyjaciel Swine przebywa w towarzystwie olbrzymich dzików, zaś Dire Wolf dogląda wilczej watahy. Kiedy planetarny silnik Exodusa ulega awarii, warunki bytowe zaczynają podlegać drastycznym zmianom. Ale wysychające zbiorniki oraz kurczenie się zapasów żywności to jedno – w okolicy grasuje bowiem bezwzględny Ursaw (władca niedźwiedzi) polujący na innych Nadzorców w celu przejęcia kontroli nad kolejnymi przedstawicielami fauny. Gdy z życiem rozstaje się Swine, Rook i Dire Wolf robią wszystko, by powstrzymać enigmatycznego złoczyńcę, ale także, by ocalić planetę.
„Walka czy lot?” – to pytanie patronuje pierwszemu zbiorczemu tomowi serii „Rook: Exodus”, zbierającego sześć odcinków historii, będącej nie lada gratką dla osób ceniących sobie nietuzinkowe, wysokooktanowe połączenie akcyjniaka oraz SF z silnie zaakcentowanym wątkiem zwierzęcym. Zasiadający za scenopisarskimi sterami Geoff Johns („Green Lantern”, „Superman”, „Aquaman”) snuje zaangażowaną, okraszoną partiami retrospekcji opowieść o odpowiedzialności, o potrzebie przynależności, o odkrywaniu swojej prawdziwej natury i swojego miejsca w(e) (wszech)świecie.
Sprawnie skonstruowana perypetia plus dobry poziom dramaturgii sprawiają, że otwarcie „Rooka…” spełnia pokładane w nim nadzieje, w czym także niemała zasługa rewelacyjnej oprawy graficznej. Operujący realistyczną, szczegółową kreską Jason Fabok („Batman”, „Suicide Squad”, „Swamp Thing: The Talk of the Saints”) z powodzeniem wyczarowuje realia świata przedstawionego, pieczołowicie rozrysowując topografię terenu, pejzaż urbanistyczny, specyfikę wszelkiej maści wehikułów oraz kostiumów ze szczególnym uwzględnieniem hełmów Nadzorców (wśród których znaleźli się także opiekunowie/opiekunki królików, baranów, żółwi, a nawet szarańczy).
Majstersztykiem są także sekwencje walk, strzelanin, wybuchów i pościgów, dzięki którym „Rook: Exodus” (wydany w poręcznym formacie i w twardej oprawie) odsłania przed nami oblicze komiksowego blockbustera, w nastrojowy sposób pokolorowanego przez Brada Andersona („Geiger”, „Ultimate Hawkeye”, „Junkyard Joe”). Reasumując: udany start niebanalnej serii, która ma szansę zjednać sobie serca nie tylko miłośników/miłośniczek zwierząt oraz koneserów/koneserek kosmicznych nawalanek. Warto nadzorować dalszy rozwój wypadków.
Pełniący obowiązki narratora Rook potrafi zatem wpływać na zachowanie gawronów, kruków i wron (wykorzystując ptaki do szukania części potrzebnych do napraw i odstraszania potencjalnego zagrożenia w postaci drapieżników); jego przyjaciel Swine przebywa w towarzystwie olbrzymich dzików, zaś Dire Wolf dogląda wilczej watahy. Kiedy planetarny silnik Exodusa ulega awarii, warunki bytowe zaczynają podlegać drastycznym zmianom. Ale wysychające zbiorniki oraz kurczenie się zapasów żywności to jedno – w okolicy grasuje bowiem bezwzględny Ursaw (władca niedźwiedzi) polujący na innych Nadzorców w celu przejęcia kontroli nad kolejnymi przedstawicielami fauny. Gdy z życiem rozstaje się Swine, Rook i Dire Wolf robią wszystko, by powstrzymać enigmatycznego złoczyńcę, ale także, by ocalić planetę.
„Walka czy lot?” – to pytanie patronuje pierwszemu zbiorczemu tomowi serii „Rook: Exodus”, zbierającego sześć odcinków historii, będącej nie lada gratką dla osób ceniących sobie nietuzinkowe, wysokooktanowe połączenie akcyjniaka oraz SF z silnie zaakcentowanym wątkiem zwierzęcym. Zasiadający za scenopisarskimi sterami Geoff Johns („Green Lantern”, „Superman”, „Aquaman”) snuje zaangażowaną, okraszoną partiami retrospekcji opowieść o odpowiedzialności, o potrzebie przynależności, o odkrywaniu swojej prawdziwej natury i swojego miejsca w(e) (wszech)świecie.
Sprawnie skonstruowana perypetia plus dobry poziom dramaturgii sprawiają, że otwarcie „Rooka…” spełnia pokładane w nim nadzieje, w czym także niemała zasługa rewelacyjnej oprawy graficznej. Operujący realistyczną, szczegółową kreską Jason Fabok („Batman”, „Suicide Squad”, „Swamp Thing: The Talk of the Saints”) z powodzeniem wyczarowuje realia świata przedstawionego, pieczołowicie rozrysowując topografię terenu, pejzaż urbanistyczny, specyfikę wszelkiej maści wehikułów oraz kostiumów ze szczególnym uwzględnieniem hełmów Nadzorców (wśród których znaleźli się także opiekunowie/opiekunki królików, baranów, żółwi, a nawet szarańczy).
Majstersztykiem są także sekwencje walk, strzelanin, wybuchów i pościgów, dzięki którym „Rook: Exodus” (wydany w poręcznym formacie i w twardej oprawie) odsłania przed nami oblicze komiksowego blockbustera, w nastrojowy sposób pokolorowanego przez Brada Andersona („Geiger”, „Ultimate Hawkeye”, „Junkyard Joe”). Reasumując: udany start niebanalnej serii, która ma szansę zjednać sobie serca nie tylko miłośników/miłośniczek zwierząt oraz koneserów/koneserek kosmicznych nawalanek. Warto nadzorować dalszy rozwój wypadków.
Geoff Johns, Jason Fabok, Brad Anderson: „Rook: Exodus. Część pierwsza: Walka czy lot?” („Rook: Exodus, Volume 1: Fight or Flight”). Tłumaczenie: Daniel Gizicki. Wydawnictwo Labrum. Wrocław 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

