JAKI TO CHŁOPIEC? ('DOBRY CHŁOPIEC')
A
A
A
Jan Komasa („Sala samobójców”, „Miasto 44”, „Boże Ciało”, „Rocznica”) to pasjonat swojego zawodu, kręcący film za filmem. W najnowszym, „Dobrym chłopcu”, stawia mocną diagnozę współczesnej młodzieży. W sposób przewrotny pokazuje nam młode pokolenie, które jest wrażliwe, ale emocjonalnie zaniedbane, z dostępem do wszystkiego, za to całkiem pozbawione granic i głębi miłości. Młodzi egzystują w stanie zawieszenia, nie są też przygotowani do dokonywania w pełni świadomych wyborów, płyną z prądem, tak przebodźcowani, jak i potrzebujący nieustannie silnej stymulacji. Ich tożsamość i moralność rozlewają się, a stąd tylko krok do „zniknięcia”.
„Dobry chłopiec” według scenariusza Bartka Bartosika i Naqqasha Khalida to kontrowersyjna opowieść o próbie resocjalizowania młodzieży siłą i na własną rękę, przy doborze najróżniejszych środków zależnie od sytuacji. Główny bohater, nastoletni Tommy (Anson Boon), po jednej z całonocnych balang, które bodaj każdorazowo dają mu iluzję bycia tak „chojrakiem”, jak i „królem miasta”, pada zamroczony alkoholem i narkotykami na bruk. Zgarnia go z ulicy pewne ekscentryczne małżeństwo, wywozi za miasto, a następnie… więzi na łańcuchu w piwnicy swojego pięknego domu. Tommy buntuje się, wpada w słuszny gniew, mimo wszystkich jego wybryków (w toku filmu okazują się daleko gorsze niż młodzieńcza potrzeba zabawienia się) współczujemy mu i jesteśmy niemal przekonani, że trafił na persony co najmniej szalone i jeszcze bardziej zdegenerowane niż jego rówieśnicze środowisko. Dość szybko okazuje się, że Chris i Kathryn (Andrea Riseborough i Stephen Graham) mają za sobą nieprzepracowaną traumę, że już jakiegoś chłopca przed Tommym stracili i, kto wie, może nawet przyczyniły się do tego ich żelazne metody wychowawcze. Na razie mają na wychowaniu jeszcze małoletniego Jonathana (Kit Rakusen), który czuje się tak samotny, iż szybko zaczyna Tommy’ego traktować jak brata. Chris i Kathryn są dysfunkcyjni, momentami zachowują się jak hipokryci, mówią formułki o miłości i zaufaniu, a tymczasem sami ledwo panują nad rozpaczą i gniewem i nie stronią od kar cielesnych wobec chłopców.
Zdawać by się mogło, że takie wychowanie powinno skutkować jedynie sinusoidą emocjonalną, poczuciem zastraszenia, brakiem własnej woli. Tymczasem Tommy niepostrzeżenie i na przekór samemu sobie zaczyna się z tą dziwną rodzinką zżywać. I pomimo że nie od razu dorośnie do tego, aby postawić na nowo zawiązane relacje (doznawane wzruszenia go przytłaczają), to przecież w końcu zacznie rozumieć, że zachodzi w nim istotna przemiana, że dopiero teraz dociera do swojego rdzenia (albo „pranie mózgu”, którego doświadcza, po prostu odnosi skutek!). Dotąd nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo potrzebuje czyjejś uwagi. Sam również wkrótce wywrze pozytywny wpływ na wszystkich domowników, pozwoli im stanąć wobec siebie w prawdzie – a ponoć przecież tylko ona przemienia – i w ten sposób powoli nauczy się sprawczości, wiary w siebie (nie na pokaz), poczucia odpowiedzialności, odkrywania swojego potencjału i wartości zwykłych rzeczy i piękna codzienności. I z poziomu wdzięczności za to całkiem nowe doświadczenie będzie umiał wybaczyć nawet tym, którzy wcześniej miłości okazać mu nie potrafili, pomimo pozornie niezłych warunków życia – na dobrą sprawę z własną matką łączy go niewiele, a brak ojca (?) całe życie zagłuszał używkami. Tymczasem to właśnie ten dom, w którym czasem się ranimy, ale ostatecznie zawsze zwycięża miłość i szczerość, jest zawsze lepszy niż ten pełen obojętności i „zamiatania spraw pod dywan”. Jan Komasa w rozmowie z Angeliką Kucińską dla „Zwierciadła” powiedział, że jego film to pewna metafora: „Pokazuje, że człowiek czasem woli być uwiązany, jakkolwiek byłoby to opresyjne. Nie mówię tylko o relacjach, bo opresyjne bywa też państwo. (…) Jak rodzic, który ma na twoim punkcie obsesję i chce wiedzieć, gdzie jesteś, z kim i co robisz 24 godziny na dobę. Podczas gdy świat, który oferuje wolność bez ograniczeń, ma cię gdzieś” („A co jeśli miłość…” 2026). Podkreślił też, że choć koncepcja czułej przemocy jest z oczywistych względów w tzw. cywilizowanym świecie społecznie odrzucana, to pozostaje pytanie, czy jesteśmy w stanie ją całkiem wyeliminować (zwłaszcza jeśli ktoś, tak jak Tommy, testuje granice swojej bezkarności). „A jeśli miłość to właśnie taka siła, że zawsze jest w niej jakieś zniewolenie? Może dlatego tak wiele osób jej się boi? A może jedynym wolnym wyborem, jaki podejmujemy w życiu, jest wybór swojego więzienia?” (tamże) – rozważa podczas wywiadu reżyser. Co więcej, Komasa jest przekonany, że pragnienie śmierci w ludziach może brać się z poczucia nieważności (zob. tamże).
Mimo to można wyjść z kina z mrożącym krew w żyłach przeświadczeniem, że emocje zawsze wezmą w nas górę i każą wybrać toksyczną rodzinną zależność (lub inne intensywne relacje, jeśli na tym polu rodzina zawodzi) jako tę najsilniej na nas oddziałującą, choćby miała nas krzywdzić.
Kameralne, oryginalne, ale i wieloznaczne kino, pasjonująco opowiedziane, znakomicie wyreżyserowane i zagrane (bardzo autentyczna w roli Riny, sprzątaczki, Monika Frajczyk, poruszająca i trochę w stylu Shelley Duvall z „Lśnienia” Riseborough, bardzo dobry, znany z głośnego serialu „Dojrzewanie” Graham i świetny w roli głównej Boon). Na uwagę zasługują też: stylowa, wzmacniająca emocjonalny wyraz całości muzyka Abla Korzeniowskiego oraz klimatyczne zdjęcia Michała Dymka. Obowiązkowa pozycja nie tylko dla rodziców, ale i dla pedagogów – aby nie bali się zadawać pytań o sprawy najtrudniejsze, nie ustawali w poszukiwaniu granicy pomiędzy wychowaniem a tresurą (!) i by śmiało co dnia patrzyli w lustro. Nie w perfekcji tkwi siła. Ważne, by nie zapomnieć, na jakim gruncie wyrastają rodzinne zależności, i wiedzieć, czy międzypokoleniowe więzi budują nas i kształtują, czy zamykają w klatce na lata – bo innych po prostu nie znamy i nie mamy. W moim odczuciu Tommy nie dał się złamać, a przynajmniej nie od razu, przede wszystkim coś w sobie odkrył. Umiał uciec, umiał wrócić… być może powieli zaszczepiony mu w „nowej rodzinie” schemat. Ale to już temat na inny film.
LITERATURA:
„A co jeśli miłość to taka siła, w której zawsze jest jakieś zniewolenie? Jan Komasa w rozmowie o jego najnowszym filmie »Dobry chłopiec«”. Rozm. Angelika Kucińska. „Zwierciadło”. 06.03.2026.
https://zwierciadlo.pl/spotkania/wywiady/556542,1,a-co-jesli-milosc-to-taka-sila-w-ktorej-zawsze-jest-jakies-zniewolenie-jan-komasa-w-rozmowie-o-jego-najnowszym-filmie-dobry-chlopiec.read.
„Dobry chłopiec” według scenariusza Bartka Bartosika i Naqqasha Khalida to kontrowersyjna opowieść o próbie resocjalizowania młodzieży siłą i na własną rękę, przy doborze najróżniejszych środków zależnie od sytuacji. Główny bohater, nastoletni Tommy (Anson Boon), po jednej z całonocnych balang, które bodaj każdorazowo dają mu iluzję bycia tak „chojrakiem”, jak i „królem miasta”, pada zamroczony alkoholem i narkotykami na bruk. Zgarnia go z ulicy pewne ekscentryczne małżeństwo, wywozi za miasto, a następnie… więzi na łańcuchu w piwnicy swojego pięknego domu. Tommy buntuje się, wpada w słuszny gniew, mimo wszystkich jego wybryków (w toku filmu okazują się daleko gorsze niż młodzieńcza potrzeba zabawienia się) współczujemy mu i jesteśmy niemal przekonani, że trafił na persony co najmniej szalone i jeszcze bardziej zdegenerowane niż jego rówieśnicze środowisko. Dość szybko okazuje się, że Chris i Kathryn (Andrea Riseborough i Stephen Graham) mają za sobą nieprzepracowaną traumę, że już jakiegoś chłopca przed Tommym stracili i, kto wie, może nawet przyczyniły się do tego ich żelazne metody wychowawcze. Na razie mają na wychowaniu jeszcze małoletniego Jonathana (Kit Rakusen), który czuje się tak samotny, iż szybko zaczyna Tommy’ego traktować jak brata. Chris i Kathryn są dysfunkcyjni, momentami zachowują się jak hipokryci, mówią formułki o miłości i zaufaniu, a tymczasem sami ledwo panują nad rozpaczą i gniewem i nie stronią od kar cielesnych wobec chłopców.
Zdawać by się mogło, że takie wychowanie powinno skutkować jedynie sinusoidą emocjonalną, poczuciem zastraszenia, brakiem własnej woli. Tymczasem Tommy niepostrzeżenie i na przekór samemu sobie zaczyna się z tą dziwną rodzinką zżywać. I pomimo że nie od razu dorośnie do tego, aby postawić na nowo zawiązane relacje (doznawane wzruszenia go przytłaczają), to przecież w końcu zacznie rozumieć, że zachodzi w nim istotna przemiana, że dopiero teraz dociera do swojego rdzenia (albo „pranie mózgu”, którego doświadcza, po prostu odnosi skutek!). Dotąd nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo potrzebuje czyjejś uwagi. Sam również wkrótce wywrze pozytywny wpływ na wszystkich domowników, pozwoli im stanąć wobec siebie w prawdzie – a ponoć przecież tylko ona przemienia – i w ten sposób powoli nauczy się sprawczości, wiary w siebie (nie na pokaz), poczucia odpowiedzialności, odkrywania swojego potencjału i wartości zwykłych rzeczy i piękna codzienności. I z poziomu wdzięczności za to całkiem nowe doświadczenie będzie umiał wybaczyć nawet tym, którzy wcześniej miłości okazać mu nie potrafili, pomimo pozornie niezłych warunków życia – na dobrą sprawę z własną matką łączy go niewiele, a brak ojca (?) całe życie zagłuszał używkami. Tymczasem to właśnie ten dom, w którym czasem się ranimy, ale ostatecznie zawsze zwycięża miłość i szczerość, jest zawsze lepszy niż ten pełen obojętności i „zamiatania spraw pod dywan”. Jan Komasa w rozmowie z Angeliką Kucińską dla „Zwierciadła” powiedział, że jego film to pewna metafora: „Pokazuje, że człowiek czasem woli być uwiązany, jakkolwiek byłoby to opresyjne. Nie mówię tylko o relacjach, bo opresyjne bywa też państwo. (…) Jak rodzic, który ma na twoim punkcie obsesję i chce wiedzieć, gdzie jesteś, z kim i co robisz 24 godziny na dobę. Podczas gdy świat, który oferuje wolność bez ograniczeń, ma cię gdzieś” („A co jeśli miłość…” 2026). Podkreślił też, że choć koncepcja czułej przemocy jest z oczywistych względów w tzw. cywilizowanym świecie społecznie odrzucana, to pozostaje pytanie, czy jesteśmy w stanie ją całkiem wyeliminować (zwłaszcza jeśli ktoś, tak jak Tommy, testuje granice swojej bezkarności). „A jeśli miłość to właśnie taka siła, że zawsze jest w niej jakieś zniewolenie? Może dlatego tak wiele osób jej się boi? A może jedynym wolnym wyborem, jaki podejmujemy w życiu, jest wybór swojego więzienia?” (tamże) – rozważa podczas wywiadu reżyser. Co więcej, Komasa jest przekonany, że pragnienie śmierci w ludziach może brać się z poczucia nieważności (zob. tamże).
Mimo to można wyjść z kina z mrożącym krew w żyłach przeświadczeniem, że emocje zawsze wezmą w nas górę i każą wybrać toksyczną rodzinną zależność (lub inne intensywne relacje, jeśli na tym polu rodzina zawodzi) jako tę najsilniej na nas oddziałującą, choćby miała nas krzywdzić.
Kameralne, oryginalne, ale i wieloznaczne kino, pasjonująco opowiedziane, znakomicie wyreżyserowane i zagrane (bardzo autentyczna w roli Riny, sprzątaczki, Monika Frajczyk, poruszająca i trochę w stylu Shelley Duvall z „Lśnienia” Riseborough, bardzo dobry, znany z głośnego serialu „Dojrzewanie” Graham i świetny w roli głównej Boon). Na uwagę zasługują też: stylowa, wzmacniająca emocjonalny wyraz całości muzyka Abla Korzeniowskiego oraz klimatyczne zdjęcia Michała Dymka. Obowiązkowa pozycja nie tylko dla rodziców, ale i dla pedagogów – aby nie bali się zadawać pytań o sprawy najtrudniejsze, nie ustawali w poszukiwaniu granicy pomiędzy wychowaniem a tresurą (!) i by śmiało co dnia patrzyli w lustro. Nie w perfekcji tkwi siła. Ważne, by nie zapomnieć, na jakim gruncie wyrastają rodzinne zależności, i wiedzieć, czy międzypokoleniowe więzi budują nas i kształtują, czy zamykają w klatce na lata – bo innych po prostu nie znamy i nie mamy. W moim odczuciu Tommy nie dał się złamać, a przynajmniej nie od razu, przede wszystkim coś w sobie odkrył. Umiał uciec, umiał wrócić… być może powieli zaszczepiony mu w „nowej rodzinie” schemat. Ale to już temat na inny film.
LITERATURA:
„A co jeśli miłość to taka siła, w której zawsze jest jakieś zniewolenie? Jan Komasa w rozmowie o jego najnowszym filmie »Dobry chłopiec«”. Rozm. Angelika Kucińska. „Zwierciadło”. 06.03.2026.
https://zwierciadlo.pl/spotkania/wywiady/556542,1,a-co-jesli-milosc-to-taka-sila-w-ktorej-zawsze-jest-jakies-zniewolenie-jan-komasa-w-rozmowie-o-jego-najnowszym-filmie-dobry-chlopiec.read.
„Dobry chłopiec”. Reżyseria: Jan Komasa. Scenariusz: Bartek Bartosik i Naqqash Khalid Zdjęcia: Michał Dymek. Muzyka: Abel Korzeniowski. Obsada: Anson Boon, Stephen Graham, Andrea Riseborough, Monika Frajczyk, Kit Rakusen i in. Gatunek: thriller. Produkcja: Polska, Wielka Brytania, 2025, 110 min.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

