IMIONA MIŁOŚCI (MAŁGORZATA CZAPCZYŃSKA: 'INTYMNE ŻYCIE POLSKICH POETÓW. O MIŁOŚCI Z WZAJEMNOŚCIĄ I POMIMO WSZYSTKO')
A
A
A
U progu roku 2026 nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się drukiem książka Małgorzaty Czapczyńskiej „Intymne życie polskich poetów. O miłości z wzajemnością i pomimo wszystko”. Zarówno tytuł publikacji, jak i szata graficzna – czerwono-bordowa okładka, którą zdobi portret przerażonego Stanisława Witkiewicza – intrygują i przyciągają użytkowników social mediów, gdyż właśnie z tego źródła dowiedziałem się o tej nowej pozycji. Przykuwająca wzrok okładka i budzący ciekawość tytuł zachęcają do sięgnięcia po książkę Czapczyńskiej.
Zdecydowanym walorem tej pozycji wydawniczej są zamieszczone w niej fotografie pisarek i pisarzy okresów literackich stanowiących przedmiot opowieści Czapczyńskiej. Publikację tę zdobią zdjęcia znanych osobistości ze świata literatury, takich jak Bolesław Leśmian, Miron Białoszewski czy Edward Stachura. Znaleźć też w niej można fotosy innych osób, blisko związanych z twórcami, o których pisała Czapczyńska – np. Marii Kalergis (ukochanej Cypriana Kamila Norwida), zmarłego syna Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Anny Iwaszkiewiczowej (żony autora „Oktostychów”) czy Leny Żelichowskiej (prawdopodobnej kochanki Juliana Tuwima).
Intymny świat polskich pisarek i pisarzy otwiera nieszablonowo zorganizowany spis treści sugerujący, że kompozycja książki została gruntowanie pomyślana i odchodzić będzie od chronologicznego układu narzuconego przez następujące po sobie trwanie epok literackich. Poszczególne historie zogniskowane zostały tematycznie. Dzieje miłości po grób zawiera opowieść o Tuwimie i Stefanii Marchew. Losy rodzącego się uczucia między Stanisławem Przybyszewskim i Dagną Juel Przybyszewską oraz Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim i Natalią Awałową traktują o miłości i towarzyszących jej tajemnicach. Opisy miłosnych uniesień Stachury, Kazimiery Iłłakowiczówny i Iwaszkiewicza ukazują, że uczucie to jest w stanie przezwyciężyć nawet śmierć. Nie zabrakło również miejsca na opowieści o samotnikach – Przerwie-Tetmajerze i Norwidzie – ani o artystach kochających się ponad wszystko, ale żyjących osobno, m.in. o Białoszewskim i Leszku Solińskim.
Kontemplując lekturę tej książki, zastanawiałem się, jakiej użyć metafory, żeby za jej pomocą ująć istotę rzeczy wyłożoną przez pisarkę w tej publikacji. Wówczas sięgnąłem pamięcią w przeszłość i przypomniałem sobie niewielkich rozmiarów zbiór artykułów poświęconych polskim twórcom pióra Joanny Kisiel zatytułowany „Imiona lęku. Szkice o poetach i wierszach” (2009). Katowicka badaczka analityczno-interpretacyjne rozważania skoncentrowała na odczytaniu sensów zawartych w wierszach m.in. Tytusa Czyżewskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy Stanisława Balińskiego. Autorka, badając poetycki świat przedstawiony utworów wspomnianych twórców, doszła do wniosku, że zapisywanie lęku to jedynie zbliżanie się do granicy, za którą ten się rozpościera. Z tych rozważań wynika zatem, że lęku nie da się uchwycić, jakkolwiek ujarzmić, zamknąć w ramy, ująć w schemat czy formę. Na postawione przez siebie pytanie o istnienie „imion lęku”, badaczka definitywnie i stanowczo zaprzeczyła, wskazując na jego występowanie w fakturze tekstu w różnorodnych formach: „Imiona lęku? Nie ma takich imion. Z definicji bezprzedmiotowy, zanurzony w pierwotnym żywiole tego, co poprzedza nasze istnienie i tego, co po nim następuje, podsycany przez wyrywkową jego świadomość, w poezji lęk ubiera się w różnorodne techniki wypowiedzi, chowa za szyfrem literackich kodów, kryje się pod liryczną opowieścią” (Kisiel 2009: 17). I rozważania na temat lęku Kisiel, i lektura książki Czapczyńskiej skłoniły mnie do sparafrazowania pytania niegdyś postawionego przez katowicką badaczkę. Przeczytawszy zbiór opowieści Czapczyńskiej, stawiam pytanie o występowanie „imion miłości” i w przeciwieństwie do Kisiel odpowiem twierdząco: takie imiona istnieją!
W historiach przedstawionych przez Czapczyńską „imiona miłości” interpretować można dwojako. Z jednej strony, częściową rację trzeba przyznać Kisiel, kiedy wspominała o lęku jako stanie skrywanym za fakturą tekstu literackiego. Podobnież jest z „imionami miłości”: temu silnemu i często burzliwemu uczuciu towarzyszyła literatura, gdyż opowieści Czapczyńskiej dotyczą porywów serca twórców różnych okresów literackich, m.in.: romantyzmu (np. Cypriana Kamila Norwida), Młodej Polski (m.in. Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Stanisława Witkiewicza, Kazimierza Przerwy-Tetmajera) czy literatury przełomu XX i XXI wieku (m.in. Jarosława Iwaszkiewicza, Kazimiery Iłłakowiczówny, Mirona Białoszewskiego, Wisławy Szymborskiej). Z drugiej strony, dla każdego z bohaterów książki Czapczyńskiej metaforyczne określenie „imię miłości” symbolizowało konkretną osobę, choć nie raz w życiu tych artystów zdarzało się tak, że sformułowanie to odnosiło się do większej liczby adorowanych (np. Boy-Żeleński kochał wiele kobiet, stąd „imię miłości” nosiły m.in. Zofia Pareńska, z którą się ożenił, pisarka Irena Krzywicka oraz nieuchodzące jego uwadze aktorki: Jadwiga Mrozowska, Izydora „Niusia” Leszczyńska czy Janina Szreniawa; warto nadmienić, że również żona pisarza nie pozostawała obojętna na zainteresowanie innych mężczyzn i z czasem wdała się w romans z przyjacielem męża – Rudolfem Starzewskim, który kochał się w niej od lat).
Czapczyńska, opisując sieci miłosnych powiązań środowiska artystycznego, przedstawiła historie autonomiczne, suwerenne i jednostkowe, które – kreując się właśnie jako pojedyncze opowieści – przeplatają się, przenikają ze sobą, krzyżują się, łączą, by się za chwilę rozdzielić, ale na powrót stworzyć nierozerwalną całość. Umiejętność pisarska Czapczyńskiej przypomina nieco układanie sfragmentaryzowanych puzzli-biografii romantycznych, które –jako samodzielne historie – tak właściwe funkcjonują, ale stanowią lepsze dopełnienie opowieści, kiedy łączą się ze sobą, tworząc koherentną jedność. Te autorki żonglerka słowem i zdolność zespalania różnych urywków z życia prywatnego wybranych artystów zdecydowanie przemawiają na korzyść omawianej przeze mnie pozycji wydawniczej. Zabiegi te sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, a znakomicie prowadzona narracja pochłania czytelnika bez końca.
W słowie odautorskim Czapczyńska zanotowała: „Ta książka powstała z ciekowości, którą noszę w sobie od lat. Chciałam przyjrzeć się z bliska ludziom znanym z okładek tomików, z portretów w sepii, ze szkolnych lekcji. Chciałam pójść z nimi na spacer, wejść do ich kuchni, do ich sypialni, do ich codzienności. Do chwil, w których nikt nie recytuje wierszy, nie tworzy ich, ale wie, że tam ktoś czeka, milczy, odchodzi, wraca, pisze list (…)” (s. 8). Autorka nieco dalej doprecyzowuje swą myśl, pisząc, że ciekawił ją również stosunek artystów do kwestii miłosnych – postrzegania tegoż uczucia i przeżyć z nim związanych. Nie ulega wątpliwości, że – wydając książkę „Intymne życie polskich poetów” – autorka przekazała na ręce czytelników zaproszenie do prywatnego świata pisarek i pisarzy XIX, XX i XXI wieku. Czapczyńska dyskretnie i subtelnie zagląda zza kotary literatury w życie twórców. Ujawnia to, co ukryte, zatajone, niedopowiedziane. Dzięki licznym ciekawostkom z życia artystów (np. interesujący wydaje się fakt, że Stanisław Wyspiański na obrazie „Macierzyństwo” uwiecznił Zofię Żeleńską z domu Pareńską karmiącą syna Stasia; zaskakują informacje o romansie Stanisława Witkiewicza z kuzynką żony — Marią Pawlikowską-Jasnorzewską – oraz dwudziestotrzyletni związek „na odległość” Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza) publikacja jest pasjonująca i atrakcyjna, a jej lektura pochłania bez końca. Z pewnością te detektywistyczne poszukiwania Czapczyńskiej przyczyniły się do osiągnięcia postawionego sobie celu, o którym wspomniała w słowie wstępnym.
Autorka w barwny sposób kreśli sylwetki twórców znanych ze szkolnego kanonu lektur, co sprawia, że grono odbiorców tej książki ulega zdecydowanemu poszerzeniu. O ile działa wspomnianych osobistości ze świata literatury same w sobie mogą być interesującym przedmiotem rozważań podczas lekcji języka polskiego w szkole, o tyle analityczno-interpretacyjne kwestie poprzedzone ciekawymi i ekscytującymi faktami z życia prywatnego pisarek i pisarzy zdecydowanie ożywią dyskusję nad nią. Żywione w milczeniu płomienne uczucie Iłłakowiczówny do naczelnika państwa – Józefa Piłsudskiego – jest bardziej intrygujące niż poszukiwanie intertekstualnych powiązań między „Legendą o św. Aleksym” a wierszem poetki zatytułowanym „Opowieść małżonki św. Aleksego”. Uchylenie rąbka tajemnicy o biseksualizmie Iwaszkiewicza i jego historia pełnego namiętności uczucia do Jerzego Błeszyńskiego również stanowią gest odsłonięcia kotary prowadzącej do ich intymnego świata. Odkrycie przed czytelnikami faktu o pierwszym, kilkuletnim małżeństwie Szymborskiej z Adamem Włodkiem może budzić zainteresowanie. Ciekawa wydaje się też analogia między „wspólnym” życiem noblistki z Filipowiczem a zasadzonymi w krakowskim Dworku Łowczego dwoma drzewami – bukiem pisarza i akacją autorki tomiku „Tutaj” – rosnącymi obok siebie, ale niepołączonymi ze sobą (podobnież jak ich groby na Cmentarzu Rakowickim znajdujące się w odległości od siebie).
Na pochwałę zasługują także lekkość i przejrzystość stylu, w jakim jest prowadzona narracja w książce Czapczyńskiej. Dominujący w tekście styl publicystyczno-dziennikarski nie zamyka drogi do lektury czytelnikom-pasjonatom interesującym się literaturą. To nie jest pozycja książkowa adresowana li tylko do znawców przedmiotu, tj.: literaturoznawców, historyków literatury, polonistów, etc., choć – tu nie mam wątpliwości – może poszerzyć ich wiedzę, wykraczając poza naukowy dyskurs.
Chociaż zalet książki Czapczyńskiej dostrzegam wiele, to nie mogę pozostać obojętny wobec drobnych usterek, które czasem utrudniają percepcję tego znakomitego tekstu. Docenić trzeba mnogość źródeł, po które sięgnęła autorka, by jak najobficiej sportretować przywołanych z imienia i nazwiska artystów. Często Czapczyńska powołuje się na listy (np. omawiając dzieje miłości Szymborskiej i Filipowicza), wiersze (wspomina ironiczną rymowankę o Tuwimie Mariana Hemara, przywołuje fragmenty utworów m.in. Bolesława Leśmiana), cytuje fragmenty „Dzienników” Iwaszkiewicza i Jana Lechonia oraz czerpie ze wspomnień różnych osób związanych z ówczesnymi kręgami artystycznymi (m.in. Wojciecha Kossaka przywołującego w pamięci sytuację życiową Jadwigi Urung po śmierci jej matki czy wspomnienie tejże o jej i Witkiewicza miłosnych uniesieniach), nie podając źródeł, z których korzystała. Taka praktyka uniemożliwia pełne poznanie kontekstów, w których autorka osadza swoje opowieści o artystach. Każdorazowy cytat powinien być opatrzony wyczerpującym opisem bibliograficznym i odsyłać do tekstu pierwotnego w taki sposób, by czytelnik bardziej dociekliwy mógł poznać szerzej tło zdarzeń. Podobny zarzut kieruję pod adresem sporządzonej (dość pobieżnie i lakonicznie) bibliografii. Odnotowanie w niej tylko kilkudziesięciu pozycji negatywnie wpływa na wartość tej książki. Odbiorcy, których znaczniej zainteresują poruszane przez Czapczyńską kwestie, są skazani na „bibliograficzne fiasko”, gdyż nie będą mogli odnieść się do źródeł stanowiących kanwę tej pozycji wydawniczej.
Czapczyńska w „Intymnym życiu polskich poetów” otworzyła przed czytelnikami świat tajemnic, uprzednio dyskretnie doń zaglądając. Ogłosiła drukiem książkę, która jest czymś więcej niż zwykłym zbiorem opowieści o środowisku artystycznym. To publikacja, która odromantycznia twórców, ukazując ich jako ludzi wykreowanych w zgiełku codzienności.
LITERATURA:
Kisiel J.: „Imiona lęku. Szkice o poetach i wierszach”. Katowice 2009.
Zdecydowanym walorem tej pozycji wydawniczej są zamieszczone w niej fotografie pisarek i pisarzy okresów literackich stanowiących przedmiot opowieści Czapczyńskiej. Publikację tę zdobią zdjęcia znanych osobistości ze świata literatury, takich jak Bolesław Leśmian, Miron Białoszewski czy Edward Stachura. Znaleźć też w niej można fotosy innych osób, blisko związanych z twórcami, o których pisała Czapczyńska – np. Marii Kalergis (ukochanej Cypriana Kamila Norwida), zmarłego syna Kazimierza Przerwy-Tetmajera, Anny Iwaszkiewiczowej (żony autora „Oktostychów”) czy Leny Żelichowskiej (prawdopodobnej kochanki Juliana Tuwima).
Intymny świat polskich pisarek i pisarzy otwiera nieszablonowo zorganizowany spis treści sugerujący, że kompozycja książki została gruntowanie pomyślana i odchodzić będzie od chronologicznego układu narzuconego przez następujące po sobie trwanie epok literackich. Poszczególne historie zogniskowane zostały tematycznie. Dzieje miłości po grób zawiera opowieść o Tuwimie i Stefanii Marchew. Losy rodzącego się uczucia między Stanisławem Przybyszewskim i Dagną Juel Przybyszewską oraz Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim i Natalią Awałową traktują o miłości i towarzyszących jej tajemnicach. Opisy miłosnych uniesień Stachury, Kazimiery Iłłakowiczówny i Iwaszkiewicza ukazują, że uczucie to jest w stanie przezwyciężyć nawet śmierć. Nie zabrakło również miejsca na opowieści o samotnikach – Przerwie-Tetmajerze i Norwidzie – ani o artystach kochających się ponad wszystko, ale żyjących osobno, m.in. o Białoszewskim i Leszku Solińskim.
Kontemplując lekturę tej książki, zastanawiałem się, jakiej użyć metafory, żeby za jej pomocą ująć istotę rzeczy wyłożoną przez pisarkę w tej publikacji. Wówczas sięgnąłem pamięcią w przeszłość i przypomniałem sobie niewielkich rozmiarów zbiór artykułów poświęconych polskim twórcom pióra Joanny Kisiel zatytułowany „Imiona lęku. Szkice o poetach i wierszach” (2009). Katowicka badaczka analityczno-interpretacyjne rozważania skoncentrowała na odczytaniu sensów zawartych w wierszach m.in. Tytusa Czyżewskiego, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy Stanisława Balińskiego. Autorka, badając poetycki świat przedstawiony utworów wspomnianych twórców, doszła do wniosku, że zapisywanie lęku to jedynie zbliżanie się do granicy, za którą ten się rozpościera. Z tych rozważań wynika zatem, że lęku nie da się uchwycić, jakkolwiek ujarzmić, zamknąć w ramy, ująć w schemat czy formę. Na postawione przez siebie pytanie o istnienie „imion lęku”, badaczka definitywnie i stanowczo zaprzeczyła, wskazując na jego występowanie w fakturze tekstu w różnorodnych formach: „Imiona lęku? Nie ma takich imion. Z definicji bezprzedmiotowy, zanurzony w pierwotnym żywiole tego, co poprzedza nasze istnienie i tego, co po nim następuje, podsycany przez wyrywkową jego świadomość, w poezji lęk ubiera się w różnorodne techniki wypowiedzi, chowa za szyfrem literackich kodów, kryje się pod liryczną opowieścią” (Kisiel 2009: 17). I rozważania na temat lęku Kisiel, i lektura książki Czapczyńskiej skłoniły mnie do sparafrazowania pytania niegdyś postawionego przez katowicką badaczkę. Przeczytawszy zbiór opowieści Czapczyńskiej, stawiam pytanie o występowanie „imion miłości” i w przeciwieństwie do Kisiel odpowiem twierdząco: takie imiona istnieją!
W historiach przedstawionych przez Czapczyńską „imiona miłości” interpretować można dwojako. Z jednej strony, częściową rację trzeba przyznać Kisiel, kiedy wspominała o lęku jako stanie skrywanym za fakturą tekstu literackiego. Podobnież jest z „imionami miłości”: temu silnemu i często burzliwemu uczuciu towarzyszyła literatura, gdyż opowieści Czapczyńskiej dotyczą porywów serca twórców różnych okresów literackich, m.in.: romantyzmu (np. Cypriana Kamila Norwida), Młodej Polski (m.in. Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Stanisława Witkiewicza, Kazimierza Przerwy-Tetmajera) czy literatury przełomu XX i XXI wieku (m.in. Jarosława Iwaszkiewicza, Kazimiery Iłłakowiczówny, Mirona Białoszewskiego, Wisławy Szymborskiej). Z drugiej strony, dla każdego z bohaterów książki Czapczyńskiej metaforyczne określenie „imię miłości” symbolizowało konkretną osobę, choć nie raz w życiu tych artystów zdarzało się tak, że sformułowanie to odnosiło się do większej liczby adorowanych (np. Boy-Żeleński kochał wiele kobiet, stąd „imię miłości” nosiły m.in. Zofia Pareńska, z którą się ożenił, pisarka Irena Krzywicka oraz nieuchodzące jego uwadze aktorki: Jadwiga Mrozowska, Izydora „Niusia” Leszczyńska czy Janina Szreniawa; warto nadmienić, że również żona pisarza nie pozostawała obojętna na zainteresowanie innych mężczyzn i z czasem wdała się w romans z przyjacielem męża – Rudolfem Starzewskim, który kochał się w niej od lat).
Czapczyńska, opisując sieci miłosnych powiązań środowiska artystycznego, przedstawiła historie autonomiczne, suwerenne i jednostkowe, które – kreując się właśnie jako pojedyncze opowieści – przeplatają się, przenikają ze sobą, krzyżują się, łączą, by się za chwilę rozdzielić, ale na powrót stworzyć nierozerwalną całość. Umiejętność pisarska Czapczyńskiej przypomina nieco układanie sfragmentaryzowanych puzzli-biografii romantycznych, które –jako samodzielne historie – tak właściwe funkcjonują, ale stanowią lepsze dopełnienie opowieści, kiedy łączą się ze sobą, tworząc koherentną jedność. Te autorki żonglerka słowem i zdolność zespalania różnych urywków z życia prywatnego wybranych artystów zdecydowanie przemawiają na korzyść omawianej przeze mnie pozycji wydawniczej. Zabiegi te sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, a znakomicie prowadzona narracja pochłania czytelnika bez końca.
W słowie odautorskim Czapczyńska zanotowała: „Ta książka powstała z ciekowości, którą noszę w sobie od lat. Chciałam przyjrzeć się z bliska ludziom znanym z okładek tomików, z portretów w sepii, ze szkolnych lekcji. Chciałam pójść z nimi na spacer, wejść do ich kuchni, do ich sypialni, do ich codzienności. Do chwil, w których nikt nie recytuje wierszy, nie tworzy ich, ale wie, że tam ktoś czeka, milczy, odchodzi, wraca, pisze list (…)” (s. 8). Autorka nieco dalej doprecyzowuje swą myśl, pisząc, że ciekawił ją również stosunek artystów do kwestii miłosnych – postrzegania tegoż uczucia i przeżyć z nim związanych. Nie ulega wątpliwości, że – wydając książkę „Intymne życie polskich poetów” – autorka przekazała na ręce czytelników zaproszenie do prywatnego świata pisarek i pisarzy XIX, XX i XXI wieku. Czapczyńska dyskretnie i subtelnie zagląda zza kotary literatury w życie twórców. Ujawnia to, co ukryte, zatajone, niedopowiedziane. Dzięki licznym ciekawostkom z życia artystów (np. interesujący wydaje się fakt, że Stanisław Wyspiański na obrazie „Macierzyństwo” uwiecznił Zofię Żeleńską z domu Pareńską karmiącą syna Stasia; zaskakują informacje o romansie Stanisława Witkiewicza z kuzynką żony — Marią Pawlikowską-Jasnorzewską – oraz dwudziestotrzyletni związek „na odległość” Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza) publikacja jest pasjonująca i atrakcyjna, a jej lektura pochłania bez końca. Z pewnością te detektywistyczne poszukiwania Czapczyńskiej przyczyniły się do osiągnięcia postawionego sobie celu, o którym wspomniała w słowie wstępnym.
Autorka w barwny sposób kreśli sylwetki twórców znanych ze szkolnego kanonu lektur, co sprawia, że grono odbiorców tej książki ulega zdecydowanemu poszerzeniu. O ile działa wspomnianych osobistości ze świata literatury same w sobie mogą być interesującym przedmiotem rozważań podczas lekcji języka polskiego w szkole, o tyle analityczno-interpretacyjne kwestie poprzedzone ciekawymi i ekscytującymi faktami z życia prywatnego pisarek i pisarzy zdecydowanie ożywią dyskusję nad nią. Żywione w milczeniu płomienne uczucie Iłłakowiczówny do naczelnika państwa – Józefa Piłsudskiego – jest bardziej intrygujące niż poszukiwanie intertekstualnych powiązań między „Legendą o św. Aleksym” a wierszem poetki zatytułowanym „Opowieść małżonki św. Aleksego”. Uchylenie rąbka tajemnicy o biseksualizmie Iwaszkiewicza i jego historia pełnego namiętności uczucia do Jerzego Błeszyńskiego również stanowią gest odsłonięcia kotary prowadzącej do ich intymnego świata. Odkrycie przed czytelnikami faktu o pierwszym, kilkuletnim małżeństwie Szymborskiej z Adamem Włodkiem może budzić zainteresowanie. Ciekawa wydaje się też analogia między „wspólnym” życiem noblistki z Filipowiczem a zasadzonymi w krakowskim Dworku Łowczego dwoma drzewami – bukiem pisarza i akacją autorki tomiku „Tutaj” – rosnącymi obok siebie, ale niepołączonymi ze sobą (podobnież jak ich groby na Cmentarzu Rakowickim znajdujące się w odległości od siebie).
Na pochwałę zasługują także lekkość i przejrzystość stylu, w jakim jest prowadzona narracja w książce Czapczyńskiej. Dominujący w tekście styl publicystyczno-dziennikarski nie zamyka drogi do lektury czytelnikom-pasjonatom interesującym się literaturą. To nie jest pozycja książkowa adresowana li tylko do znawców przedmiotu, tj.: literaturoznawców, historyków literatury, polonistów, etc., choć – tu nie mam wątpliwości – może poszerzyć ich wiedzę, wykraczając poza naukowy dyskurs.
Chociaż zalet książki Czapczyńskiej dostrzegam wiele, to nie mogę pozostać obojętny wobec drobnych usterek, które czasem utrudniają percepcję tego znakomitego tekstu. Docenić trzeba mnogość źródeł, po które sięgnęła autorka, by jak najobficiej sportretować przywołanych z imienia i nazwiska artystów. Często Czapczyńska powołuje się na listy (np. omawiając dzieje miłości Szymborskiej i Filipowicza), wiersze (wspomina ironiczną rymowankę o Tuwimie Mariana Hemara, przywołuje fragmenty utworów m.in. Bolesława Leśmiana), cytuje fragmenty „Dzienników” Iwaszkiewicza i Jana Lechonia oraz czerpie ze wspomnień różnych osób związanych z ówczesnymi kręgami artystycznymi (m.in. Wojciecha Kossaka przywołującego w pamięci sytuację życiową Jadwigi Urung po śmierci jej matki czy wspomnienie tejże o jej i Witkiewicza miłosnych uniesieniach), nie podając źródeł, z których korzystała. Taka praktyka uniemożliwia pełne poznanie kontekstów, w których autorka osadza swoje opowieści o artystach. Każdorazowy cytat powinien być opatrzony wyczerpującym opisem bibliograficznym i odsyłać do tekstu pierwotnego w taki sposób, by czytelnik bardziej dociekliwy mógł poznać szerzej tło zdarzeń. Podobny zarzut kieruję pod adresem sporządzonej (dość pobieżnie i lakonicznie) bibliografii. Odnotowanie w niej tylko kilkudziesięciu pozycji negatywnie wpływa na wartość tej książki. Odbiorcy, których znaczniej zainteresują poruszane przez Czapczyńską kwestie, są skazani na „bibliograficzne fiasko”, gdyż nie będą mogli odnieść się do źródeł stanowiących kanwę tej pozycji wydawniczej.
Czapczyńska w „Intymnym życiu polskich poetów” otworzyła przed czytelnikami świat tajemnic, uprzednio dyskretnie doń zaglądając. Ogłosiła drukiem książkę, która jest czymś więcej niż zwykłym zbiorem opowieści o środowisku artystycznym. To publikacja, która odromantycznia twórców, ukazując ich jako ludzi wykreowanych w zgiełku codzienności.
LITERATURA:
Kisiel J.: „Imiona lęku. Szkice o poetach i wierszach”. Katowice 2009.
Małgorzata Czapczyńska: „Intymne życie polskich poetów. O miłości z wzajemnością i pomimo wszystko”. Wydawnictwo Pascal. Bielsko-Biała 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

