ROZLICZNE PRZYGODY Z BIAŁOSZEWSKIM (IGOR PIOTROWSKI: 'O MAPACH WIDYWANYCH GDZIE INDZIEJ. MIRON BIAŁOSZEWSKI I PRZYGODY KARTOGRAFICZNE POLAKÓW')
A
A
A
Miron Białoszewski to jeden z tych twórców, którzy oddając osobom czytającym kawałki siebie – własnej auto-bio-geo-grafii, więcej przed nami ostatecznie zatajają, niż odkrywają. Poeta, prozaik, performer, dramatopisarz, aktor. Jako poeta debiutował w ramach „prapremiery pięciu” i choć na tle pozostałych pisarzy i pisarek swojego pokolenia zdecydowanie się wyróżniał, na długi czas zdefiniowało to jego twórczość w oczach krytyki literackiej. Większość czytelników i czytelniczek twórczości Białoszewskiego wie jednak doskonale, że od dokładnie siedemdziesięciu lat, czyli do wydania w roku 1956 jego debiutanckiego tomu poetyckiego „Obroty rzeczy”, wciąż wymyka się on definicjom i domknięciom. Wciąż więc odkrywamy Mirona-twórcę i Mirona-człowieka, nie tylko poprzez reinterpretowanie tekstów publikowanych za jego życia, ale także (a może przede wszystkim, bo tak Mistrz Miron sobie rzecz obmyślił, pozostawiając pośmiertne wytyczne wydawnicze, dotyczące pozostawionych rękopisów) dzięki wydawanym wciąż, odkrywanym tekstom („Tajny dziennik”, rękopiśmiennicza wersja „Pamiętnika z powstania warszawskiego” oraz wiele innych utworów, nagrań i szkiców).
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, przy współpracy z Fundacją im. Mirona Białoszewskiego, od 2020 roku publikuje kolejne tomy serii MiroFor, której redaktorami są Agnieszka Karpowicz i Piotr Sobolczyk. Do tej pory w serii ukazało się 5 tomów: „»Ewr kąplet«?”; „»życie prze«”; „»Gęściocha«. Białoszewski nieosobny”; „»Co już. Co jeszcze«”; „»Więc już… A…«. Białoszewski przed debiutem”. Wydano także autorskie monografie: „Białoszewski temporalny” Agnieszki Karpowicz, „Tajne przez Białoszewskie” Piotra Sobolczyka oraz „O mapach widywanych gdzie indziej. Miron Białoszewski i przygody kartograficzne Polaków” Igora Piotrowskiego, której to pozycji zamierzam przyjrzeć się bliżej.
Jak zauważyła Elżbieta Winiecka, recenzując dwa pierwsze tomy: „(…) tak właśnie warto traktować zgromadzone w tych książkach artykuły: z jednej strony jako możliwie szeroko zakrojoną próbę odkrycia nowego, nieznanego Białoszewskiego, którego życie i dzieło dzięki opublikowanym w ostatnich latach ineditom odsłoniły przed czytelnikami nowe właściwości; z drugiej strony – jako absolutnie niezbędny, założycielski dla wielu dyskursów polskiego modernizmu w kulturze, literaturze i sztuce punkt odniesienia” (Winiecka 2023: 133). Seria wciąż spełnia to założenie, uzupełniając publikowane archiwalia nie tylko o fragmenty biograficzne, krytyczny komentarz, rozmowy, ale także właśnie o wymienione powyżej osobne monografie – poświęcone kolejnym ujęciom i odczytaniom znaczeń twórczości Białoszewskiego.
Trudno nie zauważyć, jak istotna była dla Białoszewskiego przestrzeń – ta najbliższa, najlepiej rozpoznana, bezpieczna (mocno zawężona, kiedy choroba ograniczyła już wyraziście ruchowe możliwości autora), ta obca – sporadycznie odwiedzana podróżniczo czy szpitalna lub sanatoryjna, oswajana więc przymusowo . Nie bez powodu czytelnicy i czytelniczki twórczości autora „Oho” udają się w nakreślone na białoszewskiej mapie warszawskie punkty, nie bez przyczyny dobrze znamy sklep, do którego schodząc, pisze się balladę, podłogę o-łogo błogosławiącą, górę karmel czy też obmapowaną Europę oraz rozkurzony Egipt. Białoszewski kreśli dla nas mniej lub bardziej dokładne mapy i prywatnych i, zupełnie nowych dla niego, obcych przestrzeni; mapy, które przybliża nam (i zestawia z twórczością innych litero/karto-grafów) Igor Piotrowski.
Muszę przyznać, że po lekturze wstępu chwilę zajęło mi przekonanie samej siebie, by kontynuować lekturę. Na pierwszych stronach autor oferuje nam bowiem nieco pretensjonalną wersję autoetnografii badawczej. Opowieść o niefortunnej wizycie w Bibliotece Narodowej nie była niczym koniecznym – ani też na tyle kontrowersyjnym z drugiej strony, by właśnie ona miała otwierać historię. Historię przecież nie badacza, a twórcy, któremu ten poświęcił swoją pracę. Rozumiem oczywiście koncept, zrozumienie nie sprawia jednak, że muszę takie chwyty „kupować”. Zaznaczam to nie po to, by koniecznie wytknąć jakieś niedociągnięcia czy niedostatki książki, ale by zachęcić do monografii Piotrowskiego te osoby, których wstęp mógłby nie przekonać; a trochę jednak może, by zwrócić uwagę autora, że czasami pierwsze zdania książki nie muszą być zaskakujące czy wyzywające za wszelką cenę. Zwłaszcza że w tym wypadku naprawdę warto czytać dalej.
Choć nie jest to zaznaczone wprost, książka podzielona jest niejako na dwie części. W pierwszej autor ukazuje znaczenie mapy i rozrysowywania przestrzeni dla samego Białoszewskiego, ale także jego próby kartograficznych dekonstrukcji (zarówno przestrzeni właśnie, jak i koncepcji mapowania). W tej części Białoszewski zestawiony zostaje także z Witoldem Gombrowiczem. Niejako drugą część stanowią rozdziały czwarty i piąty, poświęcone mapowaniu Nowej Polski, w których obok Białoszewskiego znaleźli się Wisława Szymborska, Witold Wirpsza, Konstanty Ildefons Gałczyński czy Jerzy Zagórski. Tu mapa jawi się jako element propagandy (na przykład w czasie promocji planu sześcioletniego), ale także jako forma imaginatywnej szansy na eskapizm, stworzenie światów alternatywnych. Zestawienia w tej części nie dziwią, a wręcz skutkują bardzo ciekawą całością i możliwością innego spojrzenia na mapę, oczywiste narzędzie polityczne, dodajmy: narzędzie skuteczne zarówno w rękach władz, jak i buntujących się przeciwko nowej wersji mapowanego uniwersum artystów i artystek – dekonstruowane i dekonstruujące zarazem.
Dziwi natomiast rozdział trzeci, dotyczący mapowania kosmosu przez Gombrowicza. To znaczy nie dziwi on per se, jest bowiem dobrze i ciekawie osadzony na mapie „czytania” Warszawy i twórczości samego Gombrowicza. Dziwi jednak jego obecność w tym akurat tomie, do kartograficznych analiz twórczości samego Białoszewskiego wnosi bowiem w takich kontekstach niewiele. Łączy się raczej w całość z innymi pracami Piotrowskiego, który opisywał także twórczość i biografię Mirona w kontekście ulicy Chłodnej. Przedwojenna Warszawa Gombrowicza i (po)wojenna Warszawa Białoszewskiego to zdecydowanie dwie uzupełniające się mapy i sposoby pisania. W omawianej w tym tekście książce rozdział o Gombrowiczu nie wydaje się jednak potrzebny.
Dokonywane przez Piotrowskiego analizy są nie tylko rzetelne, konkretne i zawsze osadzone blisko tekstu literackiego, choć nie jest to lektura typowo filologiczna, a – zgodnie z kompetencjami autora – uruchamiająca zdecydowanie wyraźniej konteksty kulturoznawcze. Jego odczytania są także zwyczajnie (choć może w książkach naukowych nie jest to znów aż tak częsty zwyczaj) ciekawe, a Piotrowski w swojej dociekliwości (metodologicznej oraz analityczno-interpretacyjnej) potrafi zbudować dyskurs dopełniający znane już analizy omawianych przez niego dzieł literackich.
Jednym z najciekawszych fragmentów książki, ustanawiających niejako lekturową strategię pozostałych rozdziałów, okazuje się analiza notatek/szkiców Białoszewskiego, przedstawiających mapy Egiptu (szkice znajdują się w Archiwum Muzeum Literatury). Piotrowski ukazuje nie tylko możliwe scenariusze powstania ilustracji, ale także jej miejsce w procesie tworzenia tomu poetyckiego, przeprowadzając nas nie tylko przez rysunek i tekst, ale też swoiste, niedostępne rewiry twórczego świata: „Na jednej stronie znajdziemy wykonaną odręcznie mapę Egiptu, a właściwie trzy. Główna przedstawia prawie cały egipski odcinek doliny Nilu, od Asuanu aż do delty i morza, z zaznaczonymi najważniejszymi miejscowościami. Obok niej zobaczymy, w ramkach, jeszcze dwa plany: w większej skali pokazane tereny dawnych Teb oraz dawnego Memfis z zaznaczeniem nekropolii, pozostałości grobowców i świątyń. (…) Rysunki powstały najpewniej w trakcie przygotowań do wyjazdu. Oczywiście nie można wykluczyć, że poeta szkicował je w trakcie podróży, a nawet po niej, choć wtedy ich użyteczność byłaby nieco inna: stanowiłyby rodzaj sprawozdania z pobytu. Wreszcie możliwy jest wariant pośredni: Miron dodawał różne elementy do już istniejącego szkicu w trakcie pobytu w Egipcie (choć materiały są w całości sporządzone tym samym tuszem). (…) Jest to rodzaj uporządkowania syntetycznego, fundament wiedzy, która i ostatecznie znajdzie się w wersji przefiltrowanej w zapiskach poetyckich w »Rozkurzu«. Cykl poetycki jest ostatnim ogniwem procesu, spójną realizacją potencji tkwiącej w notatkach” (s. 74).
Niezaprzeczalną wartością owych „Map widywanych gdzie indziej” jest właśnie nieoczywistość procesu, niejednoznaczne miejsce mapy w myśleniu o tekście, w którym przestrzeń, a właściwie człowiek tę przestrzeń rozpoznający czy zawłaszczający, stanowi centralny punkt. Białoszewski nie daje nam bowiem jedynie punktów orientacyjnych czy drogowskazów; tworzy siatki połączeń, odzwierciedla pracę nad przestrzenią kreowaną i nieprzewidywalną, nieplanowaną pracę przestrzeni w procesie kreacji. To Piotrowski potrafi świetnie wytropić i opisać, osadzając te obrazy i opowieści wśród białoszewskich tekstów i kontekstów.
Zresztą przedstawia te elementy nie tylko u samego Białoszewskiego. Opisuje współgrające z jego twórczością konteksty i artystyczne gesty, śledząc kartograficzne poczynania innych twórców okresu, nie wybielając ani nie pomijając tych, które z różnych względów uznano za mniej wartościowe. Znajdziemy więc tutaj akapity dotyczące wykorzystywania nazw własnych i poetyki konkretu w twórczości socrealistów, ewolucję literatury, zdominowanej przez stalinowskie plany, kartografię literacką w jej różnych odsłonach, jak na przykład w przypadku twórczości Szymborskiej: „Dla Szymborskiej »Niedziela w szkole« była »kartograficznym« debiutem, zainicjowaniem przygody z motywem, który będzie wracał, w tle co prawda i na marginesie głównych utworów aż do samego końca twórczości noblistki. Jej ostatni ukończony wiersz (»Mapa«) wydaje się rodzajem polemiki – czy też korekty – z konstatacją sprzed przeszło 60 lat. O ile mapa AD 1948 wyzwala, stanowi projekt przygody, usuwa przeszkody między ludźmi, przybliża kontynenty (»uścisły się wzajem«), o tyle mapa AD 2011 te wszystkie właściwości, które naprawdę dzielą, ukrywa, jest gorzką opowieścią o znieczuleniu, a może właśnie o zniewalającym złudzeniu, które obraz kartograficzny może przynieść studiującej ją jednostce (no właśnie: jednostce, a nie zbiorowości, jak w przypadku »Niedzieli w szkole«)” (s. 152).
Przywykliśmy już do rozrysowywania przestrzeni poezji, prozy i działalności teatralnej Mirona Białoszewskiego, wciąż chyba jednak nie przywykliśmy w holistycznym czytaniu jego dorobku do niwelowania opozycji pomiędzy tym, co prywatne, a tym, co publiczne. A przecież owo publiczne nie jest bowiem nigdy u autora „Szumów, zlepów, ciągów” odmironczarnione, po prostu nie mogło nigdy zostać przez niego wydzielone, osadzone poza światem wykreowanym w tekstach i w życiowym performansie. Prawdziwe, głębokie prywatne z kolei jest paradoksalnie chronione, ukryte pod gestem odkrywania, odsłaniania tego tylko, co Białoszewski chciał z prywatności odsłonić.
Prywatna mapa, choć dziś już dla nas jaśniejsza, nie jest jednak jedyną wartą uwagi. Piotrowski w swojej książce świetnie ukazuje, że przez pryzmat tej twórczości, czy właściwie dzięki niej, można postrzegać także najistotniejsze punkty w historii i opowieści o odbudowie powojennej Polski – kalekiej, niepewnej, rozszarpywanej przez władzę, zawłaszczanej przez propagandę, odzyskiwanej, odbudowywanej i zwielokrotnionej w literaturze i sztukach wizualnych. Autor robi to jednak bez używania wielkich historyczno-społecznych kwantyfikatorów, skupia się na konkretach, pozostając blisko tekstów, realnych miejsc i osób, ożywiając mapy, przenosząc siatki i punkty w twórczą realność (lub czasami twórcze odrealnienie).
LITERATURA:
Winiecka E.: „Performowanie Białoszewskiego O MiroForach t. 1 i 2”. „Wielogłos” 2023, nr 1.
*Zbieżność nazwisk recenzentki oraz autora omawianej książki jest przypadkowa; wszelkie fakty i opinie są autentyczne; przy pisaniu recenzji nie ucierpiała żadna mapa ani żaden kartograf.
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, przy współpracy z Fundacją im. Mirona Białoszewskiego, od 2020 roku publikuje kolejne tomy serii MiroFor, której redaktorami są Agnieszka Karpowicz i Piotr Sobolczyk. Do tej pory w serii ukazało się 5 tomów: „»Ewr kąplet«?”; „»życie prze«”; „»Gęściocha«. Białoszewski nieosobny”; „»Co już. Co jeszcze«”; „»Więc już… A…«. Białoszewski przed debiutem”. Wydano także autorskie monografie: „Białoszewski temporalny” Agnieszki Karpowicz, „Tajne przez Białoszewskie” Piotra Sobolczyka oraz „O mapach widywanych gdzie indziej. Miron Białoszewski i przygody kartograficzne Polaków” Igora Piotrowskiego, której to pozycji zamierzam przyjrzeć się bliżej.
Jak zauważyła Elżbieta Winiecka, recenzując dwa pierwsze tomy: „(…) tak właśnie warto traktować zgromadzone w tych książkach artykuły: z jednej strony jako możliwie szeroko zakrojoną próbę odkrycia nowego, nieznanego Białoszewskiego, którego życie i dzieło dzięki opublikowanym w ostatnich latach ineditom odsłoniły przed czytelnikami nowe właściwości; z drugiej strony – jako absolutnie niezbędny, założycielski dla wielu dyskursów polskiego modernizmu w kulturze, literaturze i sztuce punkt odniesienia” (Winiecka 2023: 133). Seria wciąż spełnia to założenie, uzupełniając publikowane archiwalia nie tylko o fragmenty biograficzne, krytyczny komentarz, rozmowy, ale także właśnie o wymienione powyżej osobne monografie – poświęcone kolejnym ujęciom i odczytaniom znaczeń twórczości Białoszewskiego.
Trudno nie zauważyć, jak istotna była dla Białoszewskiego przestrzeń – ta najbliższa, najlepiej rozpoznana, bezpieczna (mocno zawężona, kiedy choroba ograniczyła już wyraziście ruchowe możliwości autora), ta obca – sporadycznie odwiedzana podróżniczo czy szpitalna lub sanatoryjna, oswajana więc przymusowo . Nie bez powodu czytelnicy i czytelniczki twórczości autora „Oho” udają się w nakreślone na białoszewskiej mapie warszawskie punkty, nie bez przyczyny dobrze znamy sklep, do którego schodząc, pisze się balladę, podłogę o-łogo błogosławiącą, górę karmel czy też obmapowaną Europę oraz rozkurzony Egipt. Białoszewski kreśli dla nas mniej lub bardziej dokładne mapy i prywatnych i, zupełnie nowych dla niego, obcych przestrzeni; mapy, które przybliża nam (i zestawia z twórczością innych litero/karto-grafów) Igor Piotrowski.
Muszę przyznać, że po lekturze wstępu chwilę zajęło mi przekonanie samej siebie, by kontynuować lekturę. Na pierwszych stronach autor oferuje nam bowiem nieco pretensjonalną wersję autoetnografii badawczej. Opowieść o niefortunnej wizycie w Bibliotece Narodowej nie była niczym koniecznym – ani też na tyle kontrowersyjnym z drugiej strony, by właśnie ona miała otwierać historię. Historię przecież nie badacza, a twórcy, któremu ten poświęcił swoją pracę. Rozumiem oczywiście koncept, zrozumienie nie sprawia jednak, że muszę takie chwyty „kupować”. Zaznaczam to nie po to, by koniecznie wytknąć jakieś niedociągnięcia czy niedostatki książki, ale by zachęcić do monografii Piotrowskiego te osoby, których wstęp mógłby nie przekonać; a trochę jednak może, by zwrócić uwagę autora, że czasami pierwsze zdania książki nie muszą być zaskakujące czy wyzywające za wszelką cenę. Zwłaszcza że w tym wypadku naprawdę warto czytać dalej.
Choć nie jest to zaznaczone wprost, książka podzielona jest niejako na dwie części. W pierwszej autor ukazuje znaczenie mapy i rozrysowywania przestrzeni dla samego Białoszewskiego, ale także jego próby kartograficznych dekonstrukcji (zarówno przestrzeni właśnie, jak i koncepcji mapowania). W tej części Białoszewski zestawiony zostaje także z Witoldem Gombrowiczem. Niejako drugą część stanowią rozdziały czwarty i piąty, poświęcone mapowaniu Nowej Polski, w których obok Białoszewskiego znaleźli się Wisława Szymborska, Witold Wirpsza, Konstanty Ildefons Gałczyński czy Jerzy Zagórski. Tu mapa jawi się jako element propagandy (na przykład w czasie promocji planu sześcioletniego), ale także jako forma imaginatywnej szansy na eskapizm, stworzenie światów alternatywnych. Zestawienia w tej części nie dziwią, a wręcz skutkują bardzo ciekawą całością i możliwością innego spojrzenia na mapę, oczywiste narzędzie polityczne, dodajmy: narzędzie skuteczne zarówno w rękach władz, jak i buntujących się przeciwko nowej wersji mapowanego uniwersum artystów i artystek – dekonstruowane i dekonstruujące zarazem.
Dziwi natomiast rozdział trzeci, dotyczący mapowania kosmosu przez Gombrowicza. To znaczy nie dziwi on per se, jest bowiem dobrze i ciekawie osadzony na mapie „czytania” Warszawy i twórczości samego Gombrowicza. Dziwi jednak jego obecność w tym akurat tomie, do kartograficznych analiz twórczości samego Białoszewskiego wnosi bowiem w takich kontekstach niewiele. Łączy się raczej w całość z innymi pracami Piotrowskiego, który opisywał także twórczość i biografię Mirona w kontekście ulicy Chłodnej. Przedwojenna Warszawa Gombrowicza i (po)wojenna Warszawa Białoszewskiego to zdecydowanie dwie uzupełniające się mapy i sposoby pisania. W omawianej w tym tekście książce rozdział o Gombrowiczu nie wydaje się jednak potrzebny.
Dokonywane przez Piotrowskiego analizy są nie tylko rzetelne, konkretne i zawsze osadzone blisko tekstu literackiego, choć nie jest to lektura typowo filologiczna, a – zgodnie z kompetencjami autora – uruchamiająca zdecydowanie wyraźniej konteksty kulturoznawcze. Jego odczytania są także zwyczajnie (choć może w książkach naukowych nie jest to znów aż tak częsty zwyczaj) ciekawe, a Piotrowski w swojej dociekliwości (metodologicznej oraz analityczno-interpretacyjnej) potrafi zbudować dyskurs dopełniający znane już analizy omawianych przez niego dzieł literackich.
Jednym z najciekawszych fragmentów książki, ustanawiających niejako lekturową strategię pozostałych rozdziałów, okazuje się analiza notatek/szkiców Białoszewskiego, przedstawiających mapy Egiptu (szkice znajdują się w Archiwum Muzeum Literatury). Piotrowski ukazuje nie tylko możliwe scenariusze powstania ilustracji, ale także jej miejsce w procesie tworzenia tomu poetyckiego, przeprowadzając nas nie tylko przez rysunek i tekst, ale też swoiste, niedostępne rewiry twórczego świata: „Na jednej stronie znajdziemy wykonaną odręcznie mapę Egiptu, a właściwie trzy. Główna przedstawia prawie cały egipski odcinek doliny Nilu, od Asuanu aż do delty i morza, z zaznaczonymi najważniejszymi miejscowościami. Obok niej zobaczymy, w ramkach, jeszcze dwa plany: w większej skali pokazane tereny dawnych Teb oraz dawnego Memfis z zaznaczeniem nekropolii, pozostałości grobowców i świątyń. (…) Rysunki powstały najpewniej w trakcie przygotowań do wyjazdu. Oczywiście nie można wykluczyć, że poeta szkicował je w trakcie podróży, a nawet po niej, choć wtedy ich użyteczność byłaby nieco inna: stanowiłyby rodzaj sprawozdania z pobytu. Wreszcie możliwy jest wariant pośredni: Miron dodawał różne elementy do już istniejącego szkicu w trakcie pobytu w Egipcie (choć materiały są w całości sporządzone tym samym tuszem). (…) Jest to rodzaj uporządkowania syntetycznego, fundament wiedzy, która i ostatecznie znajdzie się w wersji przefiltrowanej w zapiskach poetyckich w »Rozkurzu«. Cykl poetycki jest ostatnim ogniwem procesu, spójną realizacją potencji tkwiącej w notatkach” (s. 74).
Niezaprzeczalną wartością owych „Map widywanych gdzie indziej” jest właśnie nieoczywistość procesu, niejednoznaczne miejsce mapy w myśleniu o tekście, w którym przestrzeń, a właściwie człowiek tę przestrzeń rozpoznający czy zawłaszczający, stanowi centralny punkt. Białoszewski nie daje nam bowiem jedynie punktów orientacyjnych czy drogowskazów; tworzy siatki połączeń, odzwierciedla pracę nad przestrzenią kreowaną i nieprzewidywalną, nieplanowaną pracę przestrzeni w procesie kreacji. To Piotrowski potrafi świetnie wytropić i opisać, osadzając te obrazy i opowieści wśród białoszewskich tekstów i kontekstów.
Zresztą przedstawia te elementy nie tylko u samego Białoszewskiego. Opisuje współgrające z jego twórczością konteksty i artystyczne gesty, śledząc kartograficzne poczynania innych twórców okresu, nie wybielając ani nie pomijając tych, które z różnych względów uznano za mniej wartościowe. Znajdziemy więc tutaj akapity dotyczące wykorzystywania nazw własnych i poetyki konkretu w twórczości socrealistów, ewolucję literatury, zdominowanej przez stalinowskie plany, kartografię literacką w jej różnych odsłonach, jak na przykład w przypadku twórczości Szymborskiej: „Dla Szymborskiej »Niedziela w szkole« była »kartograficznym« debiutem, zainicjowaniem przygody z motywem, który będzie wracał, w tle co prawda i na marginesie głównych utworów aż do samego końca twórczości noblistki. Jej ostatni ukończony wiersz (»Mapa«) wydaje się rodzajem polemiki – czy też korekty – z konstatacją sprzed przeszło 60 lat. O ile mapa AD 1948 wyzwala, stanowi projekt przygody, usuwa przeszkody między ludźmi, przybliża kontynenty (»uścisły się wzajem«), o tyle mapa AD 2011 te wszystkie właściwości, które naprawdę dzielą, ukrywa, jest gorzką opowieścią o znieczuleniu, a może właśnie o zniewalającym złudzeniu, które obraz kartograficzny może przynieść studiującej ją jednostce (no właśnie: jednostce, a nie zbiorowości, jak w przypadku »Niedzieli w szkole«)” (s. 152).
Przywykliśmy już do rozrysowywania przestrzeni poezji, prozy i działalności teatralnej Mirona Białoszewskiego, wciąż chyba jednak nie przywykliśmy w holistycznym czytaniu jego dorobku do niwelowania opozycji pomiędzy tym, co prywatne, a tym, co publiczne. A przecież owo publiczne nie jest bowiem nigdy u autora „Szumów, zlepów, ciągów” odmironczarnione, po prostu nie mogło nigdy zostać przez niego wydzielone, osadzone poza światem wykreowanym w tekstach i w życiowym performansie. Prawdziwe, głębokie prywatne z kolei jest paradoksalnie chronione, ukryte pod gestem odkrywania, odsłaniania tego tylko, co Białoszewski chciał z prywatności odsłonić.
Prywatna mapa, choć dziś już dla nas jaśniejsza, nie jest jednak jedyną wartą uwagi. Piotrowski w swojej książce świetnie ukazuje, że przez pryzmat tej twórczości, czy właściwie dzięki niej, można postrzegać także najistotniejsze punkty w historii i opowieści o odbudowie powojennej Polski – kalekiej, niepewnej, rozszarpywanej przez władzę, zawłaszczanej przez propagandę, odzyskiwanej, odbudowywanej i zwielokrotnionej w literaturze i sztukach wizualnych. Autor robi to jednak bez używania wielkich historyczno-społecznych kwantyfikatorów, skupia się na konkretach, pozostając blisko tekstów, realnych miejsc i osób, ożywiając mapy, przenosząc siatki i punkty w twórczą realność (lub czasami twórcze odrealnienie).
LITERATURA:
Winiecka E.: „Performowanie Białoszewskiego O MiroForach t. 1 i 2”. „Wielogłos” 2023, nr 1.
*Zbieżność nazwisk recenzentki oraz autora omawianej książki jest przypadkowa; wszelkie fakty i opinie są autentyczne; przy pisaniu recenzji nie ucierpiała żadna mapa ani żaden kartograf.
Igor Piotrowski: „O mapach widywanych gdzie indziej. Miron Białoszewski i przygody kartograficzne Polaków”. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2025 [seria: MiroFor].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

