CMENTARZYSKO CELULOIDOWYCH SNÓW (KREW DZIEWICY)
A
A
A
Miasto Aniołów A.D. 1971. Do wąsatego Seymoura – niespełna trzydziestoletniego montażysty pracującego dla firmy produkującej filmy z gatunku exploitation – los chyba wreszcie się uśmiechnął. Mężczyzna otrzymuje bowiem szansę na realizację swojego scenariusza (po wcześniejszym dopasowaniu go do wymogów hollywoodzkich decydentów) w ramach kinowej opowieści o arystokracie i jego córce prześladowanych przez duchy. Ale realizacja tytułowego gotyckiego dreszczowca okaże się o wiele bardziej karkołomna, niż protagonista mógłby przypuszczać.
Graficzna powieść „Krew dziewicy” to nie lada gratka dla osób ceniących sobie śmieszno-gorzkie, utrzymane w konwencji retro historie ukazujące niedole pracy w amerykańskim przemyśle filmowym. Sammy Harkham („Kramers Ergot”, „Everything Together”), pochodzący z Los Angeles twórca komiksowy, przekonująco ukazuje codzienną walkę o przetrwanie w świecie pełnym moralnych dylematów, frustracji, zawiści, przerośniętych ambicji, zaprzepaszczonych szans oraz (nie zawsze) spektakularnych sukcesów okupionych niemałymi poświęceniami.
Ironiczne studium idei amerykańskiego snu, ale także kameralna narracja o próbie zmiany układu sił w Fabryce Snów (vide: wielkie studia filmowe kontra dochodzący do głosu twórcy kina niezależnego): okraszona soczystymi dialogami oraz kilkoma scenami seksu „Krew dziewicy” otwiera się na różnorodność odczytywań, sprawdzając się także jako cierpka kronika zawodowego i prywatnego życia (z każdym dniem coraz bardziej wykończonego) bohatera.
Uproszczona, chwilami wręcz cartoonowa kreska świetnie współgra z klimatem utworu utrzymanego w jednorodnej (poza retrospektywnym, pełnokolorowym odcinkiem), czarno-białej tonacji konsekwentnie lawowanej szarością. Całostronicowe panele; rozkładówki czy sekwencje sześciu, ośmiu, dziewięciu, dwunastu bądź szesnastu kadrów na stronę stanowią zaledwie wyimek z wizualnych rozwiązań zastosowanych przez Harkhama, który nie dość, że w wielu miejscach korzysta z poetyki komiksu niemego, to jeszcze przemyca w swoim dziele sporo smaczków, takich jak chociażby odtworzenie sugestywnej sceny dekapitacji za pomocą kosy rodem z filmu „Cmentarzysko” (1981, reż. Andrea Bianchi).
Wydana w dużym formacie oraz zamknięta w miękkiej oprawie „Krew dziewicy” powinna zjednać sobie serca fanów/fanek komiksowego tryptyku „Wojny Lucasa” (duetu Laurent Hopman/Renaud Roche), ale także miłośników/miłośniczek serialu „Studio” (2025) stworzonego przez Setha Rogena i Evana Goldberga. Polecam!
Graficzna powieść „Krew dziewicy” to nie lada gratka dla osób ceniących sobie śmieszno-gorzkie, utrzymane w konwencji retro historie ukazujące niedole pracy w amerykańskim przemyśle filmowym. Sammy Harkham („Kramers Ergot”, „Everything Together”), pochodzący z Los Angeles twórca komiksowy, przekonująco ukazuje codzienną walkę o przetrwanie w świecie pełnym moralnych dylematów, frustracji, zawiści, przerośniętych ambicji, zaprzepaszczonych szans oraz (nie zawsze) spektakularnych sukcesów okupionych niemałymi poświęceniami.
Ironiczne studium idei amerykańskiego snu, ale także kameralna narracja o próbie zmiany układu sił w Fabryce Snów (vide: wielkie studia filmowe kontra dochodzący do głosu twórcy kina niezależnego): okraszona soczystymi dialogami oraz kilkoma scenami seksu „Krew dziewicy” otwiera się na różnorodność odczytywań, sprawdzając się także jako cierpka kronika zawodowego i prywatnego życia (z każdym dniem coraz bardziej wykończonego) bohatera.
Uproszczona, chwilami wręcz cartoonowa kreska świetnie współgra z klimatem utworu utrzymanego w jednorodnej (poza retrospektywnym, pełnokolorowym odcinkiem), czarno-białej tonacji konsekwentnie lawowanej szarością. Całostronicowe panele; rozkładówki czy sekwencje sześciu, ośmiu, dziewięciu, dwunastu bądź szesnastu kadrów na stronę stanowią zaledwie wyimek z wizualnych rozwiązań zastosowanych przez Harkhama, który nie dość, że w wielu miejscach korzysta z poetyki komiksu niemego, to jeszcze przemyca w swoim dziele sporo smaczków, takich jak chociażby odtworzenie sugestywnej sceny dekapitacji za pomocą kosy rodem z filmu „Cmentarzysko” (1981, reż. Andrea Bianchi).
Wydana w dużym formacie oraz zamknięta w miękkiej oprawie „Krew dziewicy” powinna zjednać sobie serca fanów/fanek komiksowego tryptyku „Wojny Lucasa” (duetu Laurent Hopman/Renaud Roche), ale także miłośników/miłośniczek serialu „Studio” (2025) stworzonego przez Setha Rogena i Evana Goldberga. Polecam!
Sammy Harkham: „Krew dziewicy” („Blood of the Virgin”). Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk. Kultura Gniewu. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

