Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (336) / 2017

Radosław Pisula,

TABLOIDOWY PANTEON (THE WICKED + THE DIVINE. TOM 1: FAUSTOWSKA ZAGRYWKA)

A A A
O bogach w popkulturze naprawdę ciężko napisać dziś coś naprawdę zaskakującego – różnorakie mitologie są wykorzystywane w każdej możliwej kombinacji, bawią się nimi autorzy od Neila Gaimana, przez Jakuba Ćwieka, do scenarzystów komiksów Marvela. Przeniesienie potężnych bóstw w czasy współczesne też nie jest już żadnym zaskakującym pomysłem. Pozornie więc projekt Kierona Gillena i Jamie’ego McKelvie’ego, „The Wicked + The Divine”, to kolejna bezpieczna wariacja na temat – na szczęście autorzy udowadniają, dlaczego są dzisiaj jednym z ciekawszych mainstreamowych twórczych duetów.

Projekt ten zaczął swoje życie jako kolejna część rozpoczętej dokładnie dekadę temu serii „Phonogram” – znakomitego konceptu (i przy okazji sprawnie napisanego komiksu), gdzie britpop staje się paliwem dla magów. Po drobnych modyfikacjach cykl zamienił się w opowieść o bogach na Ziemi, ale muzyka nadal jest tu istotnym elementem, podobnie jak uwypuklenie mechanizmów działania celebrytów w erze cyfrowej. Czytelnik dostaje więc grupę bóstw cyklicznie odradzających się w ciałach śmiertelników – reinkarnacje te dają (głównie) młodym ludziom niesamowite moce i wynoszą ich na szczyt popularności, gdzie żyją jak królowie. Jest jednak jeden mały haczyk – trwa to tylko dwa lata, bo po tym czasie wybrańcy umierają, przez co błogosławieństwo okazuje się równocześnie klątwą. W tych okolicznościach poznajemy główną bohaterkę – zwyczajną nastolatkę zakochaną w „ziemskich” bóstwach, która zostaje wplątana w ich świat, gdy przyjdzie jej rozwiązać zagadkę pewnego morderstwa. Sęk w tym, że domniemanym sprawcą jest… sama Lucyfer (w wersji kobiecej, przypominającej Davida Bowie’ego), która, co najciekawsze, wcale nie musi być winna.

„Faustowska zagrywka” to zaledwie wprowadzenie i mimo kilku zaskoczeń stanowi błyskawiczne rozstawienie pionków na planszy. Jest tu trochę chaosu jak w dynamicznym kawałku rockowym. Narracyjne przeskoki oraz nagromadzenie postaci wydają się zbyt nagłe, ale ten dziwny świat – niby bliski, znany z tabloidów, ale przy tym dopakowany elementami różnorakich mitologii – okazuje się na tyle unikalny, że chce się w nim zostać. Wszystko to przypomina zabawy z urban fantasy w stylu wspomnianego Gaimana, chociaż Gillen skupia się przede wszystkim na mechanizmach celebrytyzacji i ostrej stylizacji bohaterów – jego sposób pisania (opierający się na „cool” dialogach) może się podobać bądź nie. Całość albo z miejsca ujmie odbiorcę, albo po prostu po nim spłynie.

Projekt dobrze podkreślają ascetyczne, cartoonowe, geometrycznie dopieszczone i dosyć posągowe rysunki McKelvie’ego, gdzie sporo twarzy wydaje się do siebie podobnych, a ich mimika nie jest szczególnie rozbudowana. Niemniej ilustracje dobrze akcentują swoistą sztuczność tego świata i w wielu przypadkach potrafią zaskoczyć sposobem przedstawiania emocji. Spory plus trzeba artyście przypisać za design bóstw – prym wiedzie tu Luci/Lucyfer.

„The Wicked + The Divine” to zgrabne połączenie gnającego na złamanie karku świata celebrytów z historią muzyki oraz całkiem intrygującym kryminałem. Momentami opowieść traci tempo i widać, że Gillen zbyt często przedkłada stylizację świata oraz postaci nad treść, ale ostatecznie chcę wiedzieć, dokąd zmierza ów tabloidowy panteon – szczególnie że ostatni kadr to dobry (chociaż przewidywalny) cliffhanger. Komiks polecam, bo przy nawale bezbarwnych superbohaterów propozycja duetu Gillen/McKelvie jest „jakaś” – nawet ze swoimi wadami.
Kieron Gillen, Jamie McKelvie: „The Wicked + The Divine. Tom 1: Faustowska zagrywka” („The Wicked + The Divine, Vol. 1: The Faust Act”). Tłumaczenie: Piotr Czarnota. Wydawnictwo Mucha Comics. Warszawa 2017.