Wydanie bieżące

15 maja 10 (322) / 2017

Magdalena Piotrowska-Grot,

FILOLOGIA DLA POKORNYCH (JOANNA GRĄDZIEL-WÓJCIK, PIOTR ŁUSZCZYKIEWICZ: 'BOGUSŁAWA LATAWIEC - PORTRET PODWOJONY')

A A A
Publikacja książki skupiającej całą swoją uwagę na twórczości jednej autorki wydawać się może przedsięwzięciem nieco ryzykownym. Skoro, jak głoszą media i biją na alarm dydaktycy akademiccy, literatury, zwłaszcza poezji, niemal nikt już nie czyta. Nieco wbrew owym diagnozom, a może właśnie wychodząc im naprzeciw, powstała książka „Bogusława Latawiec – portret podwojony”.

(Dwa) punkty widzenia

Przede wszystkim warto przyjrzeć się strukturze książki skomponowanej przez Joannę Grądziel-Wójcik oraz Piotra Łuszczykiewicza. Już na wstępie należy także dodać, iż praca filologów wyraźnie przebiegała w ścisłej kooperacji z główną bohaterką książki, co zaowocowało niezwykle ciekawym rysem prywatnej rewizji i pozwoliło na uzupełnienie rozważań na przykład o niepublikowane dotąd teksty poetki. Wybór takiej ścieżki współpracy pociąga za sobą pewną dozę ryzyka i wymaga dojrzałości od filologa, który nie może obawiać się konfrontacji nie tylko z tekstem, ale także z żywym autorem. Owa kooperacja jednak wymaga także zdystansowanego wobec omówień własnej twórczości pisarza, pozwalającego badaczowi na sporą dozę kreatywnej swobody. Dokonując całościowego oglądu omawianej publikacji, można jednak odnieść wrażenie, iż autorzy, przeciwstawiając się poniekąd pewnym niepisanym zasadom filologicznej przezorności, świadomie i z pełną premedytacją starają się wypracować kompromisowe pomosty, zaznaczając sztuczność podziałów, przede wszystkim między twórcą a interpretatorem. Zmuszają tym samym odbiorcę do zadania sobie, może anachronicznych, ale z całą pewnością wciąż otwartych pytań: o rolę poetyckiej autointerpretacji, o możliwość współpracy twórcy i badacza, o sztuczność oddzielania historii, krytyki i sztuki interpretacji.

Tom składa się z dwóch zasadniczych części oraz bardzo ciekawie skomponowanego aneksu, do którego przyjdzie nam jeszcze powrócić w niniejszej recenzji. Owe dwa, wyraźnie wydzielone, obszary – „Dwugłos krytyczny”: omówienia historycznoliterackie i interpretacyjne, napisane przez wymienionych już autorów książki, oraz „Antologia (nie)osobista”: wybór utworów Bogusławy Latawiec – nie są jednak jednolite. Tworzą komplementarne, ale osobne i zróżnicowane wewnętrznie całostki.

Część pierwsza przynosi ciekawe połączenie historii literatury, krytyki i sztuki interpretacji. To swego rodzaju kompozycja palimpsestowa (zgodnie zresztą z założeniami autorów, wyartykułowanymi we wstępie), polegająca na uzupełnianiu różnych literaturoznawczych dziedzin i nadpisywaniu na tej ramie odmiennych perspektyw spojrzenia na omawianą twórczość. Łuszczykiewicz dokonuje w swoim opracowaniu specyficznego gestu ocalającego kontekst powstawania dzieł. Ogólne przedstawienie kolejnych etapów twórczości Latawiec uzupełnione zostaje więc o elementy krytyki tematycznej, a umieszczenie pisarki na generacyjnej mapie historii polskiej literatury nie wyklucza jednoczesnej indywidualizacji jej poetyckiego głosu. Przedstawienie życia i twórczości autorki „Powidoków” przeplecione zostało cytatami z utworów i listów – ów ekscerpcyjny charakter omawianej książki pozwala na odmalowanie kolorytu danych czasów, odzwierciedlenie etapów literackiego i egzystencjalnego dojrzewania Latawiec. Oczywiście podstawowe cele tych zabiegów to z jednej strony gest monografisty, próba całościowego ujęcia twórczości poznańskiej pisarski, zebrania rozproszonych do tej pory omówień, z drugiej – chęć ukazania literatury jako żywego głosu, o którą to perspektywę tak usilnie upomina się na przykład Piotr Śliwiński (Wyborcza.pl), a także uaktualnienia emocji i zdarzeń stanowiących tło tworzenia. Jednak w owym silva rerum łatwo się zagubić, odnieść wrażenie swoistego informacyjnego nadmiaru. Wynika to przede wszystkim z charakteru literaturoznawczego przedsięwzięcia. Jak zaznaczają twórcy w słowach wstępu, celem publikacji jest „spojrzenie panoramiczne, z lotu ptaka, pokazujące chronologicznie całokształt prozy i poezji oraz podejście problemowe, zbliżeniowo nastawione na analizy już tylko tekstów poetyckich” (s. 7). Owo „wszystko podwojone”, dialogiczność twórczości Latawiec z licznymi kontekstami (sytuacji społeczno-politycznej, życia prywatnego i publicznego, natury, filozofii, sztuki malarskiej i muzycznej) może czytelnika nieco przytłoczyć, stanowi lekturowe wyzwanie.

Na to ogólne tło, przynoszące imponującą dozę informacji, zarysowane przez Łuszczykiewicza (choć niejednokrotnie uzupełniane przez badacza o poszczególne ukonkretnienia, a nawet wtręty o charakterze interpretacyjnym) naniesione zostają szczegółowe analizy wybranych zagadnień, dokonane przez Grądziel-Wójcik. Dwa badawcze głosy uzupełniają się w ciekawy sposób, interpretatorka wydobywa bowiem te walory twórczości autorki „Zmów”, które początkowo jawią się jako dość nieoczywiste. Co ciekawe, za pomocą klasycznych, wydawałoby się nawet nieco anachronicznych narzędzi interpretacji, autorka uaktualnia i przybliża współczesnemu czytelnikowi pisarskie dokonania Latawiec. Przy pomocy metod „niemodnej” filologii badaczka wpisuje głos poetki w wiodące dyskursy teoretyczne: feministyczny (zarówno Łuszczykiewicz, jak i Grądziel-Wójcik dokonują swoistego wyodrębnienia głosu Latawiec na tle znanej i szeroko komentowanej twórczości Stanisława Grochowiaka, Bolesława Leśmiana, Juliana Przybosia, unaoczniając odrębność tej twórczości – nawet tam, gdzie w jakiś sposób inspiruje się ona „męskim” głosem), polityczny, post-/neo-awangardowy. Takie profesjonalne połączenie (odnoszę wrażenie, iż współcześnie niedoceniane i przez część czytelników zapewne uznane za nieinnowacyjne) przynosi nowe jakości semantyczne, otwiera twórczość poznańskiej pisarki na nowe odczytania.

Wybór wierszy, poematów prozą i fragmentów prozy uzupełnia filologiczne rozważania, wyraźnie je potwierdza, ale wykracza także poza nakreślone przez badaczy obszary tej twórczości. To swoista zachęta do lektury całości. Zgodnie z prawami tej formy przedstawienia akcenty położone zostały zdecydowanie na wiersze i fragmenty prozy, które przykuć mają uwagę odbiorcy, zaintrygować, pozostawić w pewnym czytelniczym niedosycie. Jak wiadomo, praca literaturoznawcy i literata, to także (a może przede wszystkim) sztuka wyboru. Ów został w książce skomponowany z rozmysłem (także, nie bójmy się tego powiedzieć, marketingowym), jeżeli bowiem czytelnik sięgnie już po tak skomponowane opracowanie, to z przekonaniem stwierdzić można, iż „doczyta” przynajmniej niektóre tomy, opowiadania czy powieści (w czasach ciągłych rozliczeń, rozpamiętywań, ale też badań nad postpamięcią zainteresowaniem może zostać obdarzona choćby „Kochana Maryniuchna”, powieść zdecydowanie warta uwagi współczesnego czytelnika). Intrygująco jawi się zamieszczona w publikacji poezja. Nie tylko przeprowadza nas przez kolejne etapy twórczości Latawiec, ale także uzupełnia „portret” samej pisarki. Odzwierciedla jej zainteresowanie sztuką malarską, wśród wierszy nie zabraknie bowiem ciekawych reprezentacji ekfrazy; objawia jej lingwistyczną wrażliwość; przynosi reportersko-poetyckie zapisy podróży czy subiektywne opisy poszczególnych przestrzeni. Szczególną uwagę zwraca chyba wiersz „Tym od słów”, gdyż książka zdaje się być kierowana właśnie do tych, którym „zdarza się dopaść dziką iskrę głoski” (Latawiec, s. 229), przede wszystkim do tych, którzy potrafią się takim „tropieniem” cieszyć.

Na odrębne omówienie zasługuje ostatnia, dodatkowa niejako część książki – połączenie dwóch istotnych czynników: ilości i jakości. Chodzi mi w tym miejscu o bardzo dokładnie skomponowane przez Ewę Rajewską bibliografię podmiotową i przedmiotową. Czynnik ilościowy dotyczy oczywiście różnych tekstów autorstwa Latawiec (nie wyrokuję tu o jakości tych prac, chodzi o pierwsze wrażenie, jaki ów aneks wywołuje). Kwestię jakości zaś uruchamia lista osób komentujących tę twórczość (istotna jest także niesłychana liczba recenzji i opracowań). Nawet bowiem jeżeli wyrzekamy się dziś wszelkich autorytetów, to tak naprawdę niektóre nazwiska zawsze pozostawiają nieco bardziej imponujące wrażenie niż inne. Wystarczy wymienić choćby: Tymoteusza Karpowicza, Janusza Sławińskiego, Wiktora Woroszylskiego, Leszka Szarugę, Marię Delaperrière, Ingę Iwasiów czy Urszulę Kozioł jako komentatorów tej twórczości, aby stwierdzić, iż kolejne książki Latawiec wywoływały w świecie literackim niemałe poruszenie.

Dualizm lektury

Nie sposób nie zauważyć, iż pierwsza część książki przeznaczona jest raczej dla swoistego czytelnika, nazwijmy go – z braku pojemniejszego określenia – profesjonalnym. Żeby zrozumieć bowiem szczególne miejsce Latawiec wśród innych artystów i literatów pokolenia urodzonego w początkowych latach II wojny światowej, pisarki, której poetyka oscyluje pomiędzy głosem silnych formacji pokoleniowych: ’56 i ’68, należy bowiem znać, przynajmniej pobieżnie, nie tylko historię polskiej literatury, ale także estetykę poszczególnych etapów jej rozwoju. Zaś aby docenić przedsięwzięcie wydawnicze, jakim jest „Portret podwojony”, zdecydowanie należy orientować się w stanie badań nad współczesną polską literaturą. Publikacja wypełnia bowiem zarówno lukę wynikającą z niedostatecznych czy wyraźnie rozproszonych i fragmentarycznych omówień twórczości Latawiec, jak i tę będącą konsekwencją wciąż wyraźnego marginalizowania artystycznej działalności kobiet.

Tytułowa figura podwojenia sugeruje nie tylko sposób skomponowania prezentowanej książki. Zawarte są w tej frazie przynajmniej jeszcze dwie „metafory” dookreślające „Portret podwojony” (tytuł ten zresztą świetnie komponuje się z malarską pasją pisarki). Pierwsza dotyczy kreacji samej bohaterki książki. Tak, kreacji właśnie, gdyż odnoszę wrażenie, że o to autorom chodziło, o nowe „sportretowanie” Latawiec, udzielenie głosu nie tylko jej dziełom, ale także biografii, a przede wszystkim nieznanym rysom tej twórczości – esejom, opracowaniom krytycznym, tekstom reporterskim. Należy bowiem dodać, iż pojęcie tekstu traktują autorzy całkowicie nowatorsko i szeroko – to bowiem nie tylko wiersze, opowiadania czy listy, ale także zapiski na marginesach rękopisów, obrazy, fotografie, fragmenty wspomnień – teksty kultury. To już wręcz nie podwojenie, a specyficzna multiplikacja, chęć zgromadzenia jak najliczniejszych tekstowych reprezentacji świata Latawiec. Mamy bowiem do czynienia także z próbą sportretowania pewnej generacji twórców, na których tle omawiana jest bohaterka książki. To więc nawet nie portret, ale swoisty literaturoznawczy „landscaping” – selekcja materiału, unaocznianie wybranych zjawisk, dążenie do stworzenia spójnej narracji.

Zaszyfrowany w tytule dualizm dotyczy jednak także czytelnika i metafory metod „czytania”. Cała lektura i recepcja tej książki zależy bowiem od nastawienia, z jakim do niej podejdziemy. Nie zapominajmy jednak, w ferworze humanistycznych dyskusji, iż można ją czytać także powodowanym zwykłą ciekawością czy chęcią bliższego poznania poezji lub samej autorki (choć wówczas jest to lektura wymagająca).

W dzisiejszych czasach, kiedy na rynku wydawniczym pojawia się tego typu publikacja, bezzwłocznie rodzą się także zasadnicze pytania kierowane do jej twórców. Nie liczą się bowiem jedynie zawartość, kreatywność, profesjonalizm wykonania, wewnętrzna harmonia dzieł – choć ważne, w niektórych humanistycznych kręgach nie zdominują najważniejszego z poruszanych w ostatnich latach zagadnień, czyli innowacyjności.

W wielu punktach klasyczny model dyskursu historycznoliterackiego uzupełnianego o i uzupełniającego szczegółowe analizy wybranych utworów, staje się więc w tej książce deklaracją, opowiedzeniem się po stronie określonego warsztatu i metod lektury dzieła. Co cenne, autorzy pozostają w „Portrecie podwojonym” w bliskiej relacji z tekstem, tworząc przy tym pociągającą narrację biograficzną, a jak przestrzega Anna Nasiłowska, od biografizmu nie uciekniemy i nie powinniśmy od niego stronić (Nasiłowska 2009). Jak zresztą nie odnieść się do biografii, kiedy zderzymy się z wierszem „Listy”: „Prasuję między dwiema kartkami / formatu A4 / Z opcją jedwab / stare listy Tymka, Wisławy, Wiktora, / Zbyszka… / niczym białe i cenne koszule / bliskie ciału…”. Dodatkowo, uruchomiona w części krytycznej/interpretacyjnej technika szczegółowej analizy pojedynczych dzieł, rozpatrywania ich wewnętrznej struktury, skompilowana z czynnikami zewnętrznymi (kontekstem biograficznym właśnie, politycznym czy nawet miejscem powstania danego tekstu) pozwala na uruchomienie kilku torów lekturowych.

Czytanie – podwajanie

Czytelnik tej książki zdecydowanie podejmuje nie tylko lekturę, ale wyraziste intelektualne wyzwanie, które stanowią nie tylko prezentowane przez Grądziel-Wójcik, Łuszczykiewicza i Latawiec treści, ale także szereg pytań – przede wszystkim o miejsce i status badań filologicznych – które pośrednio wywołuje „Portret podwojony” Bogusławy Latawiec. Książka ta nie zrewolucjonizuje polskiego rynku wydawniczego, nie zażegna czytelniczego kryzysu. Zdecydowanie jednak stara się uzupełnić literaturoznawczą lukę, rozpoczyna dyskusję, w pewnym sensie także uczy filologicznej pokory.

Potencjał omawianej publikacji polega przede wszystkim na geście otwarcia poezji Latawiec na nowe odczytania. Choć książka jest dość obszerna, to w żadnej mierze nie wyczerpuje przecież tematu – ani w kontekście analitycznym, ani też historycznoliterackim czy krytycznym. Dodatkowo niezaprzeczalną wartością publikacji jest także możliwość jej dydaktycznego wykorzystania, urozmaicenia przy jej pomocy zajęć z teorii i historii literatury, niejako wytłumaczenia studentom, uczniom, po co i w jaki sposób wcielić mogą w życie wyuczone umiejętności. Autorzy wyraźnie bowiem reprezentują „szkołę”, wedle której, aby sięgać głębiej, należy najpierw umiejętnie i cierpliwie przeczytać tekst.

Zaznaczyć należy jeszcze stronę estetyczną publikacji, wartość zdjęć archiwalnych w niej zamieszczonych, uzupełniających snutą przez (troje właściwie) autorów opowieść. Istotna jest także adekwatność tytułu – gest portretowania nie tylko twórczyni, ale samej literatury, bliskiego kadrowania scen z życia i elementów świata literackiego.

W morzu publikacji, dla których literatura staje się jedynie pre-tekstem do prowadzenia, niejednokrotnie niezwykle ciekawych rozważań, jednoczących pogranicza różnych gałęzi humanistyki (o czym wspomina Adama Poprawa w „Posłowiu” do wznowionego w 2016 roku wydania książki Stanisława Barańczaka „Język poetycki Mirona Białoszewskiego” [Poprawa 2016: 412) wydanie dzieła realizującego – oczywiście realizującego rzetelnie i z wprowadzeniem kilku istotnych innowacji – klasyczny model opracowania filologicznego wymaga odwagi i badawczej pewności siebie, której należy autorom pozazdrościć. Jest to wyraźny zwrot w kierunku literatury „którą się myśli” (Koziołek 2016), której poświęca się czas, refleksję, ale także w kierunku zadomowionego we własnej dziedzinie badacza.

LITERATURA:      

Koziołek R.: „Dobrze się myśli literaturą”. Wołowiec 2016.         

Nasiłowska A.: „Biografie: zwrot biograficzny” „Dwutygodnik” 2009, nr 10. http://www.dwutygodnik.com/artykul/553-biografie-zwrot-biograficzny.html    

Poprawa A.: „Posłowie” W: S. Barańczak: „Język poetycki Mirona Białoszewskiego”. Wrocław 2016.

Śliwiński P.: „Czytajcie poetów, bo zginiecie”. http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,19575416,prof-sliwinski-czytajcie-poetow-bo zginiecie.html
Joanna Grądziel-Wójcik, Piotr Łuszczykiewicz: „Bogusława Latawiec – portret podwojony”. Wydawnictwo Pasaże. Kraków 2016 [seria: Granice wyobraźni].